Wciąż ciężko mi przyjmować pochwały, Pozbyłem się (na szczęście) podejrzliwości pijackiej i nie szukam drugiego dna tam, gdzie go nie ma, nie kombinuję, co kombinują inni, że są dla mnie mili. Tak właśnie postrzegam pochwały: jako docenienie mnie, mojej pracy, mojego wysiłku.
I cieszę się z nich, a jednak wciąż pojawia się we mnie jakieś zakłopotanie, myśli, że być może nie zasługuję. Umniejszam swoje zasługi, w swoich oczach, w oczach innych, kierując się fałszywą, a właściwie, zupełnie niepotrzebną, skromnością.
Wynika to z mojego (wciąż jeszcze) nie do końca naprawionego poczucia własnej wartości. Jest lepiej, ale jeszcze można wszystko poprawić. I na to liczę, że kiedyś będę w pełni widzieć, jak bardzo wartościowy jestem, bez - znów niepotrzebnej - pychy i zadufania.
Dlatego lubię te krótkie chwile przed snem, gdy przypominam sobie dzień, co zrobiłem dobrze, co chciałbym innego dnia zrobić lepiej.
Czuję wdzięczność. Cieszę się, że jestem jaki jestem. Że jestem tu gdzie jestem. Z tymi, z którymi chcę być.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze