Nie jestem kryształowy.
Nikt nie jest.
Doszedłem do tego po jakimś czasie we Wspólnocie. Widziałem tych ludzi, którzy na mityngach byli tacy spokojni, uduchowieni, ciekawi. Wychodzili i zaczynali zachowywać się inaczej. Kilkakrotnie spotkałem się na gruncie prywatnym i, niestety, okazało się, że podziw zniknął tak szybko, jak się pojawił.
Miałem mieć kiedyś sponsora. Nawet spotkaliśmy się o tym porozmawiać. Powiedział mi, że jestem bardzo świadomy i na ten moment nie widzi potrzeby pracy. Do dziś lubię spotykać go na mityngach i poza nimi. Mam przyjaciela, z którym gram w tenisa stołowego. Właściwie to gramy, wiele przy tym rozmawiając, bo ping pong jednak również polega na zbieraniu piłek z ziemi.
Nauczyłem się odmawiać, gdy nie mam ochoty na czyjeś towarzystwo. Nie zabronię niektórym przychodzić na mityngi, zgodnie z trzecią tradycją, na mityngu ma prawo być każdy, kto myśli, że ma problem z piciem.
Nie muszę spędzać czasu z kimkolwiek, kto mi nie odpowiada. Z szacunku dla siebie.
Notkę można obejrzeć również na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze