Jest taki dowcip. Mam za dużo stresu w pracy - mówi pacjent. A co pan robi? - pyta lekarz. Pacjent odpowiada, że sortuje pomarańcze przy taśmie, duże na lewo, małe na prawo. Gdzie tu stres? - pyta lekarz. Decyzje, ciągłe decyzje! - wykrzykuje pacjent.
Swego czasu miałem tak, że zostawiałem wszystko mojej Sile Wyższej, Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję. Chciałem kupić coś i nie mogłem się zdecydować? Jeśli jutro będzie - kupię. Jakiś wybór do dokonania? Jeśli zobaczę pierwszą blondynkę, to opcja jeden, jeśli brunetkę, opcja dwa, jeśli ruda, zostaje jak jest. Przecież Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję, na pewno spowoduje, że dziewczyna o takich a nie innych włosach pojawi się pierwsza na mojej drodze. Tak idiotyczne pomysły miałem.
To nie było słuchanie Boga, tylko ucieczka przed odpowiedzialnością. Zawsze w takiej sytuacji szukałem kogoś, na kogo mogę zwalić. Komuś oddać odrobinę winy. Byle umniejszyć moją.
Tylko tu nie chodzi o winę. Chodzi o wybór. Nikt ci nie mówi, że masz nie pić. Idź, pij, rób co chcesz - powiedziała mi kiedyś moja terapeutka. - Tylko weź potem odpowiedzialność za swoje czyny.
Ważne, żeby pogodzić się z tym, że wybrałem. I że - jakkolwiek dobrze lub źle wybrałem - konsekwencje są moje.
Notka jest dostępna również na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze