Zwykle zamartwiamy się tym, czego jeszcze nie było. Martwimy się, jak wypadniemy podczas rozmowy o pracę. Czy ten lub inny kandydat zostanie wybrany do sejmu czy senatu. I takie tam.
Powoli zapominam jak to było. Nie zamartwiam się sprawami, których nie mogę zmienić. Szczególnie jeśli mnie nie dotyczą, jak w powyższym przykładzie o polityce, który pochodzi od mojej Żony. Ja wychodzę z założenia, że ten czy inny polityk będzie i tak na mnie pasożytował. Ja wybieram tylko, który wydaje mi się, że mniej.
Nie martwię się, bo wychodzę z założenia, że plan układał ktoś dużo poważniejszy niż ja, mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję. Tym samym jest tak, jak być powinno. Lubię przywoływać taki przykład, gdy spieszyliśmy się na ślub córki przyjaciół. Wyruszyliśmy wcześniej, na wypadek korków właśnie. A jednak - napotkaliśmy korek większy, niż normalnie. Żona bardzo się denerwowała, że się spóźnimy. Powiedziałem wtedy: Jeśli mamy być na czas, to dojedziemy. Jeśli mamy się spóźnić, to choćbym jak kombinował, i tak się spóźnimy.
Dojechaliśmy w sam raz, żeby być na pamiątkowym zdjęciu. A córka przyjaciół zawsze wspomina tę sytuację z uśmiechem.
Boimy się też, zwykle tego, co dopiero się może stać.
Notkę możma również obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze