Bardzo lubiłem kontrolować. Swoje emocje, uczucia, zachowania. Oczywiście, próbowałem też kontrolować innych, wymuszając na nich jakieś zachowania, manipulując nimi, nakłaniając lub wręcz zmuszając.
Na przykład narzekałem na oceny jednego czy drugiego Synka, bo za niskie, bo przydadzą się im w życiu. Zrozumiałem, że to są ich oceny, tym niemniej, do dziś (czasem) mam żal do rodziców, że mnie bardziej nie przypilnowali, gdy byłem w wieku moich Synków.
Jestem inteligentnym facetem, zarówno z przedmiotów ścisłych (chyba nawet bardziej), jak humanistycznych. Mam też wrodzone „czucie języka”: gdy kolegom i koleżankom w szkole z wielkim trudem przychodziła gramatyka - ja po prostu wiedziałem. Gdy połączyłem te dwa fakty, poszedłem po najmniejszej linii oporu i zostałem filologiem. W zawodzie przepracowałem praktyki.
Mimo wewnętrznego oporu (chciałbym służyć swoim doświadczeniem i irytuje mnie, gdy Synkowie lub Żona popełniają błędy, które widzę), zamykam usta swojemu ego. Mają prawo popełniać swoje błędy, to na nich się uczymy. Nauczyłem się opowiadać swoje doświadczenie, bez oceniania innych.
— Gdybym 30 lat temu miał dzisiejsze doświadczenie, nie popełniłbym tylu błędów - mówi jeden z przyjaciół.
- Gdybyś nie popełnił tylu błędów, nie miałbyś tego doświadczenia - odpowiada drugi.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)