Mam w sobie coś, co pewni ludzie nazywają słomianym zapałem. Są też tacy, którzy w kwestii pracy zespołowej mówią o lokomotywie.
My (na szczęście jest takich więcej) mówimy o sobie: multipotencjalni. Dowiedziałem się o tym przypadkiem, przeglądając, w ramach poszukiwania inspiracji, wykłady w ramach TED. Wyszła na scenę dziewczyna, która nazywa się Emily Wapnick i zaczęła opowiadać moją historię.
Chodzi mi o to, że nie umiem mieć jednego celu. Mam cel aktualny, teraźniejszy, coś, co mnie pasjonuje i poddaję się temu bez reszty. Poświęcam wszystkie siły, bo mnie to cieszy, daje mi ogromnego kopa, bo wiąże się z tym satysfakcja.
Potem, gdy już zrozumiem, dowiem się, nauczę - przestaje mnie to cieszyć. I przestaję się interesować, gdyż po drodze znalazłem kilka innych rzeczy, które mnie równie mocno zainteresowały. Przynajmniej nauczyłem się spośród nich wybierać, a potem układać w logiczne całości, które się uzupełniają.
I tak nie starcza mi czasu na te wszystkie aktywności, choć mocno się ograniczyłem. A swoje życie związałem z najlepszą kobietą na ziemi.
Dziękuję, że jesteś, Kochanie.


Komentarze
Pokaż komentarze