Nie mam dobrego nosa. Mówię zarówno o tym realnym jak i metaforycznym znaczeniu. Poważnie - nie rozróżniam zapachów, nie umiem powiedzieć czym coś pachnie. Umiem powiedzieć, że podoba mi się to lub nie.
Pamiętam jednego kolegę, który przychodził na mityngi i siadał w rogu sali. O ile wszyscy gnietli się w pozostałym miejscu, on siedział przy stole sam. Kiedyś koło niego usiadłem i bardzo tego pożałowałem. Tak śmierdział. Mimo to zostałem do końca tej części mityngu, i tak planowałem wyjść po pierwszej godzinie.
Grupa próbowała mu pomóc, powiadomiła nawet opiekę społeczną. Kolega narzekał na żonę, która ogranicza mu prawa w domu. Przez chwilę wszyscy w to wierzyliśmy, lecz okazało się, że to był po prostu wybór.
A jednak, bardzo zaimponował mi przyjaciel, który kolegę wziął w obronę. Pokazał mi też, że moje usiądnięcie obok nie było bez sensu. Było aktem przyjaźni.
I rzeczywiście, kolega bardzo mnie lubił, zawsze pozdrawiając, gdy widział mnie na mieście.
Mimo to ja traktuję swój zapach jako część trzeźwienia. Ma nie przeszkadzać innym.


Komentarze
Pokaż komentarze