Ciekawa metoda radzenia sobie z przygnębieniem: spojrzeć w górę i wyobrazić sobie tam dziurę, przez którą lecą tony nieczystości - prosto na moją głowę.Teraz wystarczy zrobić krok w bok, żeby całe to łajno leciało obok.
Jest jeden problem w tym wszystkim - trzeba jeszcze pamiętać, żeby odejść na bok. W momencie przygnębienia, zmartwienia, następuje swoiste zapamiętanie w cierpieniu. U mnie wygląda to tak, że czuję się sparaliżowany.
Tak naprawdę, myślę sobie, chodzi również o to, że łatwo jest trwać w zastanym już stanie. Choćby był to najgorszy z możliwych stanów, jest mi ciężko się wyrwać, bo myślę, że może być jeszcze gorzej niż jest. I znów - czuję się sparaliżowany. Jest to w końcu jakiś komfort: pływać w kloace, która, mimo tego że śmierdzi, to przynajmniej smród znany. Wiem, co mówię, pracowałem w jednej firmie 17 lat.
Problem w tym, że ciężko mi było spojrzeć sobie w oczy szczerze. I powiedzieć sobie, co czuję, z czym chcę sobie poradzić i jakie są trudności w tym czy tamtym podejściu.
I tak - krok po kroku, kawałek po kawałku zmieniałem to wszystko. Aż w końcu umiem zobaczyć dziurę nad sobą, przez którą leją się nieczystości.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze