Pewnie się powtarzam, ale nie lubię instytucji Kościoła. Dlatego też byłem w stanie zgodzić się z terapeutką, że istnieje jakaś Siła Wyższa, natomiast wielki problem miałem z nazywaniem jej Bogiem.
Kiedyś byłem piątkowym uczniem, który zawsze miał zadanie zrobione porządnie. Tak też podszedłem do tematu, usłyszawszy na mityngu, że Bóg jest Jakkolwiek Go Pojmuję, niekoniecznie musi przyjmować postać starszego pana z brodą siedzącego na chmurce.
Próbowałem odrobić zadanie domowe. Czytałem księgi religijne, szukałem w internecie. Miałem cały czas niechęć do uczestniczenia w jakiejś religii. Do związanych z tym obrzędów. Przejście z jednej religii w drugą. Obrzydzeniem reagowałem na samą konieczność pobytu w kościele, rozumianym jako budynek.
Przejrzałem całe mnóstwo materiałów, uważnie przeglądając materiały Kościoła Jedi czy Latającego Potwora Spaghetti.
Aż w końcu zrozumiałem, że Boga Jakkolwiek Go Pojmuję nie ma w książkach. Gdy spojrzeć na większość religii, większość składowych jest bardzo podobna, na przykład nie robienie krzywdy innym. Mój Bóg Jakkolwiek Go Pojmuję nie wymaga ode mnie chodzenia do kościoła. Nie boję się Go, bardziej szanuję, niż czuję strach.
Nie modlę się na kolanach, bo serdecznie nienawidziłem paciorków. Powierzyłem swoje życie mojemu Bogu Jakkolwiek Go Pojmuję i czuję Jego wsparcie.
Tu naprawdę nie ma nic więcej do komplikowania.
Notkę można obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze