Jestem swoim najlepszym krytykiem. Wiem, gdzie uderzyć, żeby bolało i dotknąć tam, gdzie nie jest to przyjemny dotyk. Najgorszy.
Doskonale widzę swoje wady. Znam je, w końcu, najlepiej.
Jakiś czas zajęło mi, żeby zrozumieć, że jestem, jaki jestem. Są pewne części mnie, które jestem w stanie zmienić. Na przykład jestem w stanie nie pić alkoholu, odpoczywać w zdrowy sposób i nauczyć się odreagowywać emocje normalną drogą. Nauczyłem się nie chodzić na skróty.
Są jednak takie elementy, których zmienić nie mogę. Na przykład - jestem wrażliwy. Łatwo się wzruszam. Płaczę na komediach romantycznych. Co zależy ode mnie to punkt widzenia. Mogę uznawać to za słabość. Z drugiej strony może to być zasób. Może stanowić coś, dzięki czemu osiągnę jakiś cel.
Zamieniam tak swoje wady w zalety. Na przykład - jestem kombinatorem. Umiałem przenieść flaszkę tak, by nikt się nie zorientował. Potem ukryć tak, żeby nikt nie znalazł.
Dziś cała rodzina wie, że jak trzeba przemycić prezent, niespodziankę, przenieść coś tak, żeby jakaś część rodziny nie wiedziała, należy mnie w to zaangażować. Wszyscy są zaskoczeni moimi niespodziankami.
Nie trzeba kochać wad. Wystarczy nauczyć się żyć z niektórymi.


Komentarze
Pokaż komentarze