Znam w AA wielu ludzi, którzy mają dużo dłuższy staż abstynencji ode mnie. Wśród nich są też tacy, którzy skupiają się na tym, jak było podczas okresu picia. Mówią o tym - ja to tak odczuwam - z tęsknotą.
Nazywamy to z Przyjacielem „izbą wytrzeźwień”. Mimo wielu lat „zdrowienia” jak mówią, bo wszystko, co mówią pochodzi z Wielkiej Księgi, stoją. Zatrzymali się gdzieś na początku drogi i nie chcą ruszyć poza znane stereotypy. Jakby zamknęli się na rozwój. I bali się tego, że coś może pójść lepiej.
Bardzo nie lubię stereotypów. Nie lubię stania w miejscu i nie wyobrażam sobie czytania w kółko jednego tekstu. Lub nawet jakiegoś zbioru tekstów tylko dlatego, że jacyś ludzie kiedyś je zaakceptowali. Może dlatego mam problem z uznaniem Biblii za Słowo Boże.
Wciąż szukam inspiracji. Dzielę się tym, co znajdę. Naprawdę nie mam zamiaru się ograniczać.
Więcej tekstów nie będzie - powiedział mi kiedyś bardzo doświadczony człowiek z AA i widząc moje zdziwione spojrzenie dodał: Przecież Bill już nie żyje.
Do dziś nie rozumiem, dlaczego tylko założyciel miałby pisać teksty. Które, owszem, w założeniach są aktualne, aczkolwiek napisane są prawie sto lat temu.


Komentarze
Pokaż komentarze