Rozmawialiśmy ostatnio na mityngu o strachu. I lęku. Posłuchałem stereotypów, z którymi się nie zgadzam, z gatunku tych tekstów, że bałem się gdy piłem, a od czasu gdy trzeźwieję już nie mam się czego bać.
Inna przypowieść AA opowiada o dwóch wilkach: złym i nieprzewidywalnym oraz spokojnym i grzecznym, które ze sobą walczą każdego dnia. Znajdują się w każdym z nas, a wygra ten, którego karmimy.
Przez jakiś czas wydawało mi się, że bycie trzeźwiejącym alkoholikiem oznacza bycie spokojnym, zawsze i w każdej sytuacji. Podziwiałem na mityngach tych wszystkich, którzy mieli już kilkanaście lat trzeźwienia i mieli w sobie spokój, o którym mogłem tylko pomarzyć.
Nie lubiłem swojej drugiej natury, nie lubiłem tego, że się złoszczę, ciskam się, obawiam różnych rzeczy.
I czuję strach.
Nie lubimy bólu, a jednak jest nam potrzebny. Myślę sobie, że podobnie jest ze strachem. Jest naturalny, tak samo jak gwiazdy i drzewa. Jest uczuciem.
Trzeba go oswoić. Zaakceptować. Jest potrzebny i ja też jestem potrzebny. Taki jaki jestem.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze