Mam tendencję do zaczynania wielu rzeczy naraz. Lubię, gdy w moim życiu dzieje się dużo. A dzieje się, bo interesuję się wieloma rzeczami. Łatwo zapalam się do pomysłu, a potem szukam, czytam, sprawdzam, próbuję tak długo, aż się nauczę. Rzadko dobrze, bo znajduję zwykle na którymś z powyższych etapów kolejne ciekawe zainteresowanie.
Szczególnie widać do w liczbie kursów. Przestałem liczyć, ile kursów mam za niewielkie pieniądze lub zupełnie darmowo zdobytych. Przestałem sprawdzać ile ich jeszcze mam do zrobienia. I wciąż je znajduję.
W pewnym momencie robiłem naraz cztery kursy, z zupełnie różnych tematów i odkryłem, że mylę wątki, nie pamiętam, co czytałem, oglądałem czy słuchałem wcześniej. Co było w ramach którego kursu.
Doszedłem do wniosku, że to nie jest najlepsza droga i odkryłem, że lepiej jest, jak robię jeden kurs, a mogę zacząć kolejne, pod warunkiem, że są związane z tym, który już zacząłem, który nazwałem głównym. Odkryłem też mikrokursy, które można zrobić w ciągu kilku godzin.
Najlepiej iść do celu prostą drogą. Aczkolwiek dojść tam można tylko robiąc kolejne kroki.
Notkę można obejrzeć również w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze