Gdy piłem, wszyscy w knajpie byli moimi przyjaciółmi. Jestem inteligentnym, wykształconym człowiekiem i znajdowałem niesamowitą przyjemność w rozmowie z jednym inżynierem czytającym do poduszki Wergiliusza w oryginale (łacinę miał w podstawówce i liceum. A jednak, szczyciłem się tym, że umiem rozmawiać z każdym. Naprawdę, próbowałem z ogromnym zainteresowaniem słuchać opowieści o stawianiu choinki w jednym z dziedzińców wokół rynku czy naprawianiu łączenia wagonów.
Wołałem o zainteresowanie i byłem w stanie wiele wycierpieć, by tylko nie siedzieć przy barze sam.
Myślałem, że tak samo jest we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików. Mam słuchać wszystkich, mówić podobnym językiem. Wszystkich traktować jak przyjaciół. Co więcej - tak powinno być w prywatnym życiu. Potem okazało się, że wielu z moich kolegów się powtarza, mówiąc o tym, co mają w życiu wciąż nie załatwione, mimo „przerobienia” Programu. I mimo tego nie pamiętają, że na końcu 12 Kroków jest napisane: we wszystkich naszych poczynaniach.
Dziś dbam o siebie. Wybrałem sobie kilku przyjaciół, których nazywam przyjaciółmi i tak traktuję. Dużą większość spotykam na mityngach i tylko tam. Mówię to, co chcę powiedzieć a nie to, co wydaje mi się, że inni powinni usłyszeć.
Jestem sobą, a nie kimś kim chciałbym być w czyichś oczach. Nie jestem cukierkiem, żeby każdy mnie lubił, powiada jeden z przyjaciół.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze