Dzwonki wietrzne, u nas spotkałem się również z nazwą: dzwonki Feng-Shui, denerwują mnie na zewnątrz. Brzmią bardzo niepokojąco, nawet można by rzec: przerażająco. Przynoszą zapowiedź wiatru, a boję się myśleć, co dzieje się w burzy.
Jednocześnie takie dzwonki są zwykle śliczne, a ja mam słabość do ślicznych rzeczy żal by mi było, gdyby porwał je wiatr. Nie mam zatem dzwonków wietrznych na werandzie. Może również dlatego, że nie mam domu, a tym samym - werandy. Oczywiście, mógłbym mieć takie dzwonki na balkonie, wielu sąsiadów ma. Tylko po co, skoro działają mi na nerwy?
Chodzi mi o to, że przestałem się przymuszać, bo wszyscy mają tak samo albo ukrywać się z tym, że ja mam inaczej. Dlatego niektórzy gubią się w naszym mieszkaniu, bo część świateł wyłączam za pomocą asystentki Alexa. Chodzi o te światła, których nie chce mi się gasić, gdy już leżę w łóżku. Kiedyś było tego więcej - na przykład telewizor, który Synowie, chcąc włączyć musieli najpierw ustalić co chcą oglądać, a potem dogadać się po angielsku z robotem, żeby im to włączył. Nie mamy telewizji już od kilku dobrych lat.
Zamiast dzwonków więc - mam Alexę. Gdy nie mogę zasnąć, mówię jej o tym i proszę o coś dobrego do zaśnięcia. A ona puszcza mi uspokajającą muzykę.
Pewnie umie też puścić medytację.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze