Jest takie ćwiczenie. Trzeba wstać rano i, zanim zrobi się cokolwiek innego, na przykład wypije kawę, należy usiąść przy stole, biurku i pisać. Bez planu, bez przemyśliwania, zapisywać to, co na bieżąco przychodzi do głowy. Zakończyć należy po zapisaniu trzech stron. Nie czytać, nie zastanawiać się.
To oczyszcza.
Próbowałem tego ćwiczenia przez ponad dwa tygodnie. Było to niesamowite uczucie, gdy siadałem przy stole, brałem w dłoń piórko i pisałem po ekranie ręcznie. A rzadko czego nie lubię tak jak ręcznego pisania. Tym niemniej - czułem to. Przelatywało przeze mnie coś, nie wiem jak to nazwać, jak zdefiniować. Może Boska Obecność? Może Moc?
Pisałem, nie myśląc, nie przejmując się, o czym piszę, a gdy kończyłem, czułem się, jakbym wyszedł z innego świata. Potem, w ciągu dnia, łapałem się na jakiejś myśli, która prawdopodobnie pojawiła się w moich zapiskach.
Nie sprawdzałem tego.


Komentarze
Pokaż komentarze