Zauważam, ile rzeczy uciekało mi za czasów pijaństwa. Zwykle siedziałem w knajpach, które mieściły, czasem do dziś się mieszczą, w podziemiach. A przynajmniej mają niewiele okien. W takich knajpach zwykła klientela to mężczyźni, prowadzący typowe „męskie rozmowy” - co oznacza niewysokich lotów seksistowskie dowcipy i alkohol lub seks. A także komentarze dotyczące znajomych jak również obecnych w knajpie kobiet.
Do knajpy się spieszyłem, zwykle wieczorem, bo wtedy łatwiej było wypić zakupioną po drodze setkę czy dwie już po drodze. Wracałem również późno.
Tym samym - niewiele piękna świata byłem w stanie zobaczyć.
Uświadomiłem to sobie ostatnio, gdy zawiozłem Żonę na zajęcia, a nie chciałem czekać na nią na miejscu, więc usiadłem na rynku w małym mieście, w którym mieszkam. Spojrzałem w prawo i zobaczyłem kilka osób spacerujących. Spojrzałem w lewo i grupka dzieciaków w różnym wieku taplała się w fontannie, piszcząc z radości. Jakiś tata udawał że porywa córkę do fontanny. Jego żona śmiała się serdecznie. Dwie piękne dziewczyny przeszły kawałek ode mnie. Wokół rosną piękne, zieleniące się drzewa.
Tyle razy chodziłem tamtędy do knajpy i wracałem z niej.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze