Myślę, że zadośćuczyniamy innym, a wybaczamy dla siebie. Bo, mówiąc językiem językoznawców, nie chodzi o wybaczanego, tego komu wybaczono, na przykład z powodu zadośćuczynienia.
Staram się nie trzymać w sobie uraz.
Z drugiej strony, nie czuję potrzeby odpuszczenia tego, co mam do swojego ojca. Po pierwsze, ojciec nie żyje od kilku dobrych lat, a ja po prostu o tym nie myślę. Nie chodzę zbyt często na grób ojca, mieszkam daleko - dlatego też do niczego mi niepotrzebne jemu wybaczenie, bo tak naprawdę, chodziłoby o to, żebym ze sobą sprawę załatwiał. Wszystkie opowieści o opowiadaniu istoty naszych błędów nad grobem rodziców do mnie nie przemawiają.
Nie potrzebuję tego i mam do tego prawo.
Patrzę na to od strony praktycznej - załatwiam sprawy, które da się załatwić. Nie interesuje mnie przeszłość, pamiętam o niej, ale nie dręczę się. Nie zamęczam. Nie denerwuję się, że jest.
Zostawiam ją samej sobie. Jest niezmienna.
Notkę można również obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze