W ośrodku odwykowym najbardziej podobało mi to, że dni były do siebie podobne. Wstawałem rano, przed szóstą i szedłem na siłownię. Przed siódmą byłem na jadalni, bo podawano nam śniadanie. Następnie o 7.45 mieliśmy tzw. planowanie dnia, każdy czytał, co będzie robić. Od 8.30 do 10.30 mieliśmy pierwszą grupę terapeutyczną. Potem około 11 mieliśmy wykład lub zajęcia i o 13 obiad. Potem mieliśmy swój czas, kiedy zwykle robiłem spacer, i od 16 to 18 mieliśmy drugą grupę terapeutyczną. Potem kolacja o 18. O 19 mieliśmy podsumowanie dnia i od 22 ciszę nocną.
Super rytm.
Wróciłem do siebie i już nie było tak prosto, choć próbowałem używać różnych narzędzi do planowania - nic z tego nie wychodziło. W „normalnym” życiu bowiem nie jest tak prosto, owszem, można różne rytuały wykonywać o podobnych, niestety, porach. Dodatkowo, wydarzają się różne rzeczy, bo pracuję z domu. Kot nabrudzi w przedpokoju, przyjdzie kurier i tym podobne. Nie da się zaplanować, co do godziny.
Bo wcale nie chodzi o godziny, tylko o cele. I przygotowanie do celów dnia następnego.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze