Ostatnio na mityngu usłyszałem od kolegi, że właściwie terapii kończyć nie będzie, bo i po co, skoro nie wiadomo, że będzie żyć jutro. Wynika z tego, że bez sensu jest robić cokolwiek dziś, zaczynając cokolwiek.
Jest to, używając języka matematyki, wprost współmierne do stwierdzenia o dwudziestu czterech godzinach.
O ile z założeniem się zgadzam, jeśli chodzi o nowicjuszy, którym jest potrzebna nadzieja, że będą w stanie wytrzymać 24 godziny bez picia. Ta myśl była dla mnie bardzo pocieszająca, bo jednym z większych problemów, z jakimi, próbowałem z sobą załatwić na terapii było niepicie alkoholu do końca życia.
Miałem trudność z pogodzeniem idei dwudziestu czterech godzin i planów prywatnych, zawodowych oraz planów innych ludzi wobec mnie, na przykład, że zawiozę Żonę do Jej miejsca pracy w określonym dniu.
Pomyśl, co możesz zrobić dzisiaj, żeby przygotować się do jutra, powiedział mi kiedyś człowiek, który o mało co nie został moim sponsorem.
Myślę, że dziś dodałbym do tego: najlepiej jak potrafisz.
Notkę można obejrzeć f formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze