Myślę, więc jestem, powiedział kiedyś (podobno) Kartezjusz. Tym samym, myślenie, w rozumieniu „przepływu myśli przez głowę” jest nieuniknione.
Mam to przede wszystkim nocami, gdy się obudzę. Często wiąże się to ze snem, który właśnie się skończył (a pamiętam, jak pewnie większość ludzi, tylko końcówki swoich snów). Bardzo często jest to wyimaginowany problem w pracy, który potem usilnie rozwiązuję, aż w końcu uświadamiam sobie jego bezsens i odpuszczam.
Gorzej, gdy sprawa dotyczy rzeczywistego problemu, bo wtedy dużo trudniej mi odpuścić, dać sobie spokój, wyluzować. Próbuję wielu rzeczy: czytania, wstania i przejścia się po mieszkaniu, słuchania mruczenia kota obok i modlitwy. Czasem działa jedno, czasem inne, ostatnio próbuję też mantry, powtarzając sobie krótkie, jednozdaniowe afirmacje. Na przykład: Moja głowa jest czysta od złych myśli i dlatego będę spokojny. Wymyślam sobie taką frazę, nie może być nadmiernie skomplikowana.
Mam też kilka formułek, jak Modlitwa o Pogodę Ducha, Modlitwę Kroku Trzeciego czy inną, których kilka mam zawsze pod ręką. Czasem czytam je z telefonu, zapisałem sobie w notatkach łatwych do znalezienia.
Może powinienem obrócić się wtedy na drugi bok, a myśl zostanie za mną?


Komentarze
Pokaż komentarze