Myślę sobie, że spotkało mnie to szczęście co Autora. Nie noszę w sobie długo urazy, nie obrażam się na rzeczywistość. Jeśli pada - nie zakładam nawet kaptura, a już na pewno nie noszę parasola. Do głowy by mi nie przyszło wściekać się na deszcz, bo życzę sobie ślicznego słońca.
Przestałem też dzielić swoje doświadczenia na „dobre” i „złe”. „Pozytywne” i „negatywne”. Chodzi o to, że nie umiem powiedzieć, jakie jest to coś, co mnie teraz, dziś spotyka, czy spotkało.
Pozwolę sobie na przykład: spędziłem w szpitalu trzy tygodnie i uważałem to za bardzo niedobre doświadczenie - najzwyczajniej w świecie się nudziłem, a chciałem żyć, przecież właśnie przestałem pić. Potem dotarło do mnie, że napatrzyłem się na wiele cierpienia, wiele przeżyłem smutku i bólu, niepewności. Przestałem więc narzekać na swój los, przestałem skupiać się na sobie, zacząłem dostrzegać innych i z ich perspektywy postrzegać rzeczywistość.
Nie lubię też niepotrzebnego katastrofizmu i wyobrażania sobie, co by było gdyby lub jakie najgorsze rzeczy mogą mnie spotkać.
Nie wiem co mnie spotka. Jest w tym nutka ciekawości.


Komentarze
Pokaż komentarze