Choć z wykształcenia jestem humanistą, mam bardzo poukładaną głowę. Właściwie, to jakby spojrzeć z odpowiedniej strony - jestem ścisłowcem. Z mojego doświadczenia patrząc, jednakowoż, nie ma bardziej zakręconych osób na świecie, niż matematycy, żyjący w świecie topologii, które opisują ich światy i zasady.
Dlatego idea „myślenia sercem” jest mi właściwie obca. Właściwie niezrozumiała tak samo, jak bezsilność, którą z moją terapeutką na odwyku przegadywałem, wydawało się, że dotarło, a jednak. To była moja jedyna praca, której nie zaliczyłem za pierwszym razem. Poprawiałem ją chyba z cztery, a i tak terapeutka kręciła nosem.
Ty już to masz tutaj, pokazywała palcem na głowę, a potem zjeżdżała dłonią w dół, układając ją płasko na wysokości serca. Teraz jeszcze potrzebujesz mieć tutaj, mówiła, kończyła, gdy dłoń się zatrzymywała.
Pamiętam tę sytuację jak dziś. Choć minęło kilka lat, to wciąż mam nie po drodze (czasem) ze swoimi uczuciami, emocjami, wrażeniami. Z sercem.
Wychwytuję, staram się, próbuję. Ego, na szczęście, trzymam mocno w ryzach.
Notkę można zobaczyć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze