Lubię wyglądać dobrze. Kiedyś znaczyło to dla mnie: czysto, schludnie. Nie miałem ładnych ubrań dobrych marek. Szczególnie przed 1989. rokiem nie było prosto znaleźć ciekawe ubrania, chodziło się w tym, co było, co ewentualnie ktoś z zachodu przywiózł. A ja na zachodzie nikogo nie miałem.
Gdy piłem, szczerze powiedziawszy, nie obchodziło mnie w co jestem ubrany i nawet czy jest to jeszcze czyste. Kiedyś, pamiętam, spojrzałem w lustro, przechodząc obok i aż się cofnąłem zobaczyć jeszcze raz tę zakazaną, zarośniętą gębę i tłustego typa w przepoconym podkoszulku i slipach, który właśnie wrócił z balkonu, gdzie wypalił papierosa.
Gdy tylko wróciłem z odwyku, nakupiłem sobie nowych koszulek, bluz i spodni, bo tak bardzo chciałem pokazać, że umiem o siebie zadbać. Wpadłem w zakupoholizm właściwie. Był to czas odnowy mojej szafy.
Teraz bardzo lubię kolorowe koszule, lecz już wybieram je ze smakiem i adekwatnie wieku. Mój Syn co prawda powiada, że kiedyś to nawet „miałem drip”, lecz właśnie to nazywam adekwatnością. Uwielbiam dlatego sklepy Medicine. Uwielbiam wchodzić i oglądać, wśród kolorów i ciekawych pomysłów.
Nieszablonowo, jak ja.
Notkę można obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze