Tworzymy ciekawą parę z moją Żoną. Nietypową, bo Ona jest ode mnie wyższa o głowę. Jest też cięższa , więc na weselu nie było przenoszenia Żony przez próg. Mówi mi czasem, że jest gruba i stara, a ja zawsze powtarzam jej że po pierwsze ze mnie też ułomek nie jest, a po drugie dla mnie właśnie to jest w niej piękne.
Pewnie dlatego, że moje dzieciństwo to kobiety. Wychowywałem się u babci, w towarzystwie cioci, mama przyjeżdżała wieczorami. Ojciec bywał, jako muzyk (i nauczyciel w szkole muzycznej) wracał późno, a w weekendy grał na weselach (takie czasy, że nie było sprzętu grającego i serwisów muzycznych). Moje koleżanki na podwórku też były takie: wyższe, cięższe, silniejsze, sprawniejsze.
I tak mi zostało, bynajmniej się tego nie wstydzę, bo wiem, ilu jest takich jak ja fanów pań o nieco większych kształtach.
Tak naprawdę jednak to nie wygląd, seks czy nawet okulary (które też uwielbiam) spowodowały, że zobaczyłem w mojej Żonie to coś. I Ona coś we mnie zobaczyła.
Co więcej - widzimy to w sobie do dziś.


Komentarze
Pokaż komentarze