Do medytacji używam zegarka. Ma specjalny program wibracji - jeden sposób na wdech, drugi na wydech. Po jakimś czasie złapałem ten rytm. Najlepiej robi mi się to w momencie, gdy siadam na ławce w parku w moim mieście. Bardzo dobrze czuję się w otoczeniu zieleni - dlatego brakuje mi domu, na razie mieszkam w bloku.
Trudno medytuje się w parku w ciągu lata - jest zbyt wiele rozpraszaczy, na czele z pięknymi kobietami, przez bawiące się dzieci, po od czasu do czasu jeżdżące zbyt głośno motocykle. To jakby chcieć odetchnąć w miejscu pełnym cudownych dzieł sztuki.
Gdy się jednak głębiej zastanowić - medytacja to tak naprawdę wyluzowanie się, oderwanie od myśli, wyczyszczenie głowy. A właśnie takie patrzenie, bez zastanawiania się, po prostu nieskupianie się na przepływających widokach, otaczających mnie różnych dźwiękach - lubię patrzeć na zieleń.
Wtedy zapominam nawet o zegarku i jego wibrowaniu. Zarówno na wdech, jak wydech.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)