Wielokrotnie łapię się na tym, że reaguję złością, gdy czuję się atakowany. Właśnie: czuję się. Nie: jestem. Dotarło do mnie kiedyś, że w wielu przypadkach to nie jest tak, że ktoś mnie nie lubi, nie ceni, dokucza mi, chce mi zrobić krzywdę lub chociaż zaszkodzić.
To tylko moja głowa mi tak mówi.
Nie jest tak, że za każdym razem udaje mi się powstrzymać i gdy ktoś na mnie wrzaśnie - ja również wrzeszczę. Mówię przez zaciśnięte zęby.
Pamię†am na początku swojego istnienia we Wspólnocie zazdrościłem alkoholikom z długim stażem, którzy umieli być tacy spokojni, tacy ciepli. Stabilni. To w nich podziwiałem, to w nich uwielbiałem i to ceniłem.
Tylko potem zdarzyło się tak, że pojechałem na jakieś warsztaty czy coś w tym stylu. Nie było tam mityngu. I wcale nie byli spokojni, wcale nie byli zachwycający.
To ja już wolę być sobą - ze swoimi wadami. Które jestem gotowy zawierzyć Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, by się ich pozbyć.
Gotów odpuścić, zamiast walczyć.
Notkę można obejrzeć również na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze