Myślę sobie, że miłość, w jakimkolwiek znaczeniu, jest trudnym tematem. Szczególnie, gdy mówi się o miłości w nieco innym znaczeniu niż powszechnie przyjęte - na przykład miłości mężczyzny do kobiety. Mężczyzny do mężczyzny. Kobiety do kobiety, mam na myśli związki ogólnie pojęte, uczucie, które wiąże ze sobą dwójkę ludzi.
To wydaje się nietrudne do zrozumienia, dla mnie.
Podobnie sytuacja ma się z bliskimi w rodzinie, na przykład miłością moją do Synów. Nie rozumiem i chyba nie chcę zrozumieć miłości wymuszonej w drugą stronę, z czym spotykam się wielokrotnie. Na zasadzie - matkę lub ojca trzeba kochać, bo to rodzic. Ja zaś myślę sobie, że ojcem może zostać każdy, na miano taty trzeba zasłużyć.
Nie rozumiem jednak i nie lubię nadużywania miłości, nawet jako pojęcia. Na przykład, że kocham Wspólnotę Anonimowych Alkoholików. Dla mnie wdzięczność wcale nie wiąże się z miłością. Jestem wdzięczny wielu osobom, a do głowy by mi nie przyszło powiedzieć, że je kocham.
Tu w pełni zgadzam się z moim Przyjacielem (jednym z nielicznych, jakich we Wspólnocie mam). Mawia on, że na mityng może przyjść każdy, ale gdyby nie to, że jesteśmy alkoholikami, pewnej części tych ludzi nigdy byś,my nie spotkali. Dlatego nie lubię też nadużywania słowa „przyjaciel”, bo wcale nie uważam wszystkich obecnych na mityngu za przyjaciół.
I nie mam zamiaru kochać wszystkich we Wspólnocie.
Notkę można również obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze