Nie lubię użalać się nad sobą. I na szczęście przestałem patrzeć na siebie z perspektywy ofiary. I nie potrzebuję użalania się nad sobą.
Na przykład praca. Jest taka, jaka jest, nie wykonuję jej po to, żeby żyć. Wykonuję ją po to, żeby zarabiać, a nie po to, żeby była jedyną moją wartością. Czasem jednak za bardzo mi zależy, czasem za bardzo się angażuję. I bardzo się irytuję, gdy coś mi nie wychodzi.
Myślę sobie wtedy, że właściwe życie nie jest tam. Nie tam, gdzie właściwie pracuję nad tym, żeby mój klient lepiej wiedział, ile pieniędzy zarabia. Jest tam, gdzie moi bliscy i to oni są ważni. Ten projekt się skończy i będę miał innego klienta, który będzie mnie pewnie irytował czymś innym. Czy też ja się będę irytować na innego klienta. Z tego czy innego powodu, coś się przecież znajdzie.
Dlatego też nie wyrzucam sobie błędów, które zdarzyły się kiedyś. Zdarzyły się i jedyne, co mogę dziś zrobić, to spojrzeć na nie, wyciągnąć lekcję i nie powtarzać błędów. Nie robić tego jeszcze raz. Przeprosić. Wybaczyć sobie.
Ważne, by nie zapomnieć, że wciąż są we mnie dwie osoby. Trzeźwiejąca i wciąż pragnąca bycia pijaną.
Pamiętać.
Notkę można obejrzeć również na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)