Powyższe powiedzenie jest jednym z moich ulubionych. Lubię je za prostotę i skuteczność, czyli dwie najważniejsze dla mnie aspekty, jeśli chodzi o rozwiązanie.
Pewnie już to opowiadałem kilkukrotnie, lecz powtórzę: na początku trzeźwienia bardzo zazdrościłem alkoholikom z długotrwałym stażem ich spokoju. Stabilności. Pogody, którą mieli w sobie, bo wydawało się, że pokonają wszelkie trudności.
Myślałem, że muszę być taki sam. A że powinienem stosować te zasady we wszystkich swoich poczynaniach, to i cały czas powinienem być spokojny, uśmiechnięty, stabilny.
Oczywiście, jest to bzdurne założenie.
Dotarło do mnie po długim czasie, iż oczekując od życia, że będzie tylko słonecznie, mocno się rozczaruję. A nie powinienem, bo właściwie, po co miałbym mieć takie oczekiwanie i od kogo właściwie? Do kogo pretensje, że nie wyszło?
Dziś mogę powiedzieć, że mam w sobie tego więcej, niż przedtem. I to tylko biorąc pod uwagę, że zrozumiałem możliwości swojego wpływu i odpowiedzialności.
Nie mam wpływu na to, co się stanie. Mam wpływ na to, jak zareaguję.
Notkę można obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)