Życie jest tylko przechodnim półcieniem, marnym aktorem, który gra swoją rolę. Przez parę godzin wygrawszy na scenie, w nicość popada, powieścią idioty. Choć powyższe słowa napisał Szekspir parę wieków temu, wydają się wciąż aktualne i wciąż ważne.
Dużo mi dało zrozumienie, że moja praca nie jest moim życiem. Jest po to, żeby żyło mi się lepiej, żeby było mnie stać na jedzenie, rozrywkę, wyjazdy, nie zaś po to, żeby mnie spełnić, być sensem dla wszystkiego co robię. Jestem aktorem i gram swoją rolę, nie angażując się za bardzo, bo i tak wiem, że prędzej czy później pewnie pożegnam się z tą firmą. W ostatniej pracowałem ponad siedemnaście lat i to był błąd. Uważałem swoją lojalność za zaletę, z punktu widzenia pracodawcy było to jednak miejsce do wykorzystania, na przykład niedawania mi podwyżek.
Wolę, szczerze powiedziawszy, określenie „rola” zamiast „maska”, bo to ostatnie sugeruje coś nieuczciwego.
Z drugiej strony patrząc, to gram rolę również będąc ojcem, mężem, chodząc na mityngi. Tu staram się jednak, by moja rola nie odstawała od pozostałych za bardzo. Właściwie różnica jest w tym, że z niektórymi spotykam się tylko na mityngach nie czuję potrzeby spotykać się poza nimi. Właśnie dlatego, że zbyt dobrze wczuwają się na mityngach w rolę trzeźwiejących alkoholików.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze