24 obserwujących
80 notek
143k odsłony
  1154   0

Internet wygrał z telewizją

Dlaczego tak? Czy nie lepiej stwierdzić, że wygrał dość wyraźnie kandydat lepszy? To prawda, ale nie zawsze się tak dzieje. Jeśli wygrał, to nie tylko dzięki swoim osobistym walorom oraz programowi, większości wyborców mało znanemu, lecz także dzięki kampanii wyborczej.

Nie wystarczy być lepszym, trzeba to jeszcze sprawnie przekazać. Medialnemu produktowi w postaci Bronisława Komorowskiego, przez propagandę obozu władzy malowanemu jako sprawdzony, rozważny i lubiany prezydent, trzeba było przeciwstawić kogoś istotnie i widocznie lepszego. Jak to się udało?

 

Telewizja i Internet

Media od miesięcy promują głównie Komorowskiego. Telewizja zwana publiczną robiła tak dlatego, że jest rządowa. Duże telewizje prywatne oraz większość prasy i radia dlatego, że należą do ludzi jakoś powiązanych z władzą. Dziennikarze takich  mediów to w znacznej części jej zwolennicy, dalecy od bezstronności.

Według statystyk TVP Info, od 1 kwietnia do 3 maja 2015 Komorowski był pokazywany łącznie przez ponad 11 godzin, podczas gdy Duda tylko przez godzinę i dwadzieścia minut. Ogórek niecałe dwie godziny, Jarubas i Palikot po więcej niż dwie, inni poniżej godziny, a Braun wcale. Stronniczość jawna i bezczelna, tym bardziej, że prezentacje Komorowskiego były pochlebne. I jeszcze: media te od dawna popierają PO przeciw PiS. Inny przykład: przed drugą debatą kandydatów, w TVN, puszczono filmiki o obu kandydatach, jeden za Komorowskim, drugi przeciw Dudzie.

W czasach, gdy telewidzowie na ogół wierzą w to, co im się pokazuje – inaczej niż za komuny – mogłoby to dać dużą przewagę kandydatowi władzy. Tak się jednak nie stało, I tura ujawniła, że choć establishment, na który się składają PO, PSL i SLD, ma spore poparcie (Komorowski plus szczątkowo Jarubas i Ogórek), przeciwnicy są znacznie liczniejsi, choć podzieleni na zwolenników PiS oraz przeciwników panującego systemu politycznego w ogóle. Wydaje się też, że zwolennicy PO byli mniej aktywni i dopiero słabość Komorowskiego skłoniła ich do pójścia do II tury.

Dlaczego tak się sprawy potoczyły, wyjaśniają sondaże wśród użytkowników Internetu. Ostatni przed ciszą wyborczą, jaki zauważyłem, dał wynik procentowy 78 do 22 na rzecz Andrzeja Dudy. Nie zdziwi to nikogo, kto śledził media społecznościowe. Antysystemowi i zwolennicy Dudy górowali w nich od początku. Każde potknięcie czy przekłamanie obozu rządzącego było wychwytywane. Podobna rolę pełniły kontakty między ludźmi i nielegalne druki w czasach komuny, ale teraz technika udoskonaliła i przyspieszyła drugi obieg.

W ten sposób myszy (komputerowe) powstrzymały mamuta. Wprawdzie rządzący próbowali korzystać z Internetu, ale ich akcje miały mniejszy oddźwięk. Płatni hejterzy i komentatorzy nie nadążali za spontanicznymi reakcjami masowymi. Duże portale, żeby się nie narazić odbiorcom, były ostrożniejsze niż telewizja. W dodatku odgórna propaganda była prowadzona nieudolnie, czego przykładem bezmyślne powtarzanie przed II turą tego samego tweetu przeciw Dudzie przez chmarę działaczy PO. Opozycja była zdecentralizowana, a jej zwolennicy z propozycji z różnych stron powtarzali te, które uznawali za trafione. Towarzyszyła temu ulewa memów i dowcipów. Spot Cejrowskiego miał kilka milionów wejść.

Jest to ważna lekcja, którędy prowadzi droga do wolności, choć i w mediach społecznościowych występuje cenzura (Facebook nieraz usuwa treści prawicowe i chrześcijańskie). Jednakże ich właściwe wykorzystanie daje największą szansę wygranej w następnych wyborach (i nie tylko w wyborach: jest to ważna i nie dość wykorzystana droga do głoszenia chrześcijaństwa, zwłaszcza wśród młodszych).

 

Sondażowe procenty

Powszechną uwagę zwróciło to, że chociaż wszystkie sondaże przed I turą wyborów dawały zwycięstwo Komorowskiemu, faktycznie ustąpił on wtedy Dudzie. Jest to któraś z kolei kompromitacja. Błędy sondaży od czasów zmiany ustroju polegają głównie na tym, że zawyżają poparcie dla obozu liberalno-lewicowego, od UD, przez UW po PO. Nie są, jak sądzę, wprost fałszowane, natomiast faktem jest, że socjologowie przez 25 lat nie usunęli rozmaitych błędów, które prowadzą do takich skutków (sam pisałem o nich już w 1992 roku, potem też; polecam w Internecie: „Paszkwil na sondaże”).

Wkrótce po I turze znowu pojawiły się sondaże za Komorowskim, ale potem już prognozowano zwycięstwo Dudy, choć niewielkie. Nic dziwnego, że bardzo wielu uważa sondaże albo za oszustwo, albo za coś w rodzaju horoskopów. Niemniej jednak obóz władzy tą metodą zyskał.

Publikowanie nierzetelnych sondaży ma bowiem wpływ na wyniki. Przy ich pomocy odstrasza się od kandydatów mniejszych. Przy wyrównanej walce wmawia się wyborcom, że jeden już faktycznie wygrał. Jeszcze po I turze był w sprzedaży numer „Polityki”, w którym na podstawie takich sondaży na okładce umieszczono dużą postać triumfującego Komorowskiego, a obok sporo mniejszego Dudę. Kukiz całkiem malutki. Gdyby nie takie zabiegi, kandydaci antysystemowi wypadliby lepiej w I turze, a Duda wygrałby wyraźniej w II turze. Ta metoda blokuje od lat nowe siły polityczne; tym razem Kukiz się przebił i jeśli jego stronnictwa nie zdominują odpady z innych, odegra znaczną rolę.

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale