Blog
Daleko blisko
Wojciech Sadurski
Wojciech Sadurski prawnik, publicysta, pracuje...
132 obserwujących 435 notek 1437988 odsłon
Wojciech Sadurski, 29 lipca 2007 r.

Prawo i lewo naturalne

W ostatni czwartek Maciej Rybiński opublikował w Rzepie ostrą polemikę z moim artykułem na temat Karty Praw Podstawowych – wielu bywalców Salonu24 wyraziło z tego powodu duże ukontentowanie sugerując, że w ten oto sposób potężny walec rozumu Macieja Rybińskiego rozjechał mnie, demaskując moją nędzę umysłową. Moich przyjaciół muszę zatem pocieszyć, a oponentów zmartwić: wiadomości o mojej (umysłowej) śmierci są mocno przesadzone: czuję się lepiej niż kiedykolwiek, a łagodny sydnejski wietrzyk, owiewający właśnie moją szlachetną postać („…zeszpetniał, lecz jakoś dziwnie wyszlachetniał”), nastraja mnie życzliwe do całego świata, pomijając może 2 czy 3 stałych komentatorów Salonu.

Na marginesie: Maćka Rybińskiego znam i lubię od wielu lat, mniej może lubię jako Publicystę, a bardziej jako Człowieka i Obywatela, więc tym wszystkim, którzy liczą na to, że uda im się wbić klin w tę piękną, szorstką męską przyjaźń (no, może koleżeństwo), mówię stanowcze: NIE.

Moją obszerną odpowiedź już napisałem i wysłałem do Rzepy, a zatem nie zamierzam uprzedzać ewentualnego suspensu, jaki czekać może Czytelników, którzy zechcą do niej sięgnąć. (Tym bardziej, że jeden wierny Komentator już mnie ostrzegł, że w mojej odpowiedzi nie powinienem opierać się na własnej wiedzy fachowej, bo byłoby to wobec Rybińskiego nie fair). Tu chciałbym tylko zwrócić uwagę na wątek może uboczny z punku widzenia samej Karty Praw Podstawowych, ale dość prominentnie figurujący w artykule Rybińskiego i wart dyskusji sam w sobie, niezależnie od naszych odczuć względem UE.

Rybiński, pisząc o rozmaitych papierowych „konstytucjach”, nie wartych papieru na którym zostały spisane, radosnym gestem skreśla przy okazji także cały liberalny konstytucjonalizm. Pisze mianowicie: Nie ma żadnego powodu i potrzeby ogłaszać, jak to jest niestety w konstytucjach państw narodowych i oczywiście w europejskiej Karcie praw podstawowych także, prawa do wolności wypowiedzi. Skoro wolność słowa nie jest zakazana, jest tym samym dozwolona, nie jako specyficzny przywilej, łaskawie przyznany przez dobrą władzę, tylko jako prawo naturalne każdej jednostki ludzkiej.

Proszę wczytać się w to zdanie, bo często Państwo na tak cenną myśl nie natraficie. I dopowiedzcie sobie, analogicznie do Rybińskiego: „Skoro prawo do własności nie jest zakazane, to jest dozwolone, a więc po co je ogłaszać w konstytucji? Skoro prawo do wolności religii, nie jest zakazane, to jest dozwolone …” itp. itd. Otóż konstytucyjne gwarancje praw i wolności nie oznaczają, że państwo łaskawie takie prawo obywatelom przyznaje, jak sugeruje Rybiński, ale że określa nieprzekraczalne granice władzy ustawodawczej; granice, poza które nawet najbardziej demokratycznie legitymowany parlament wykroczyć nie może. Jeśli jest jakaś jedna najważniejsza lekcja, jaką światu przekazał amerykański konstytucjonalizm, to jest to właśnie to: prawa i wolności obywatelskie (zapisane w pierwszych poprawkach do Konstytucji) stanowią gwarancje obywatelskie przeciwko władzy – zarówno ustawodawczej jak i wykonawczej, a instytucjonalnym  gwarantem są niezawisłe sądy.

Rybiński, swoim beztroskim pytaniem: Po co nam konstytucyjne gwarancje skoro i tak ludzie mają te prawa?, neguje więc cały zachodni, liberalny konstytucjonalizm, który opiera się na pryncypialnej nieufności wobec władzy: nawet jeśli ludzie te prawa mają, w sensie filozoficznym, to jak zagwarantować, że władze będą je respektować w życiu politycznym?

Rybiński przekonuje, że zamiast konstytucyjnych gwarancji praw i wolności, wystarczy oprzeć się na „prawie naturalnym”: „Praw naturalnych nikt nie może odebrać, bo nikt ich nie nadał” – deklamuje z powagą. No to życzę powodzenia w budowaniu państwa opartego – zamiast na konstytucji – na prawach naturalnych; sugerowałbym tylko, by tego eksperymentu nie dokonywać w Polsce.

Jak wiadomo, prawo naturalne to odbicie zamysłu Boga w umysłach ludzi, którzy wszakże – w przeciwieństwie do swego Stwórcy, są niedoskonali. Stąd, nie ma jednej, obiektywnej interpretacji konkretnych „praw naturalnych” i ludzie – może przez wzgląd na tę swoją niedoskonałość – będą spierać się w nieskończoność co do ich „prawdziwej” treści. Nawet jeśli ktoś uzna swe własne odczytanie zamysłu Pana za obiektywne i doskonałe, to odczytanie to nieuchronnie zderzy się z odczytaniem odmiennym, również uznawanym przez swych wyznawców za obiektywne, prawidłowe, i jedynie słuszne. Zdanie się na „prawa naturalne”, jako naczelną gwarancję poszanowania wolności obywateli w państwie, jest więc zdaniem się na NIC – a mówiąc precyzyjniej, na tę interpretację prawa naturalnego, którą akurat bieżąca władza wyznaje.

Rybiński może mieć osobiście ciepłą ufność w wiedzę, uczciwość i dobrą wolę władzy, skrępowanej wyłącznie swoim rozumieniem „prawa naturalnego”, ale niewielu mu zapewne w tym optymizmie co do natury władzy będzie towarzyszyć. Na pewno nie ci z nas, którzy uznają amerykański model ochrony praw obywatelskich za lepszy od modelu brytyjskiego, w opozycji do którego Ojcowie Założyciele USA spisali swą Konstytucję, nie godząc się na rolę „poddanych”, zdanych na łaskę i niełaskę monarchy lub nawet wszech-władnego parlamentu, ograniczonego w swych ustawach jedynie własnym rozumieniem „praw naturalnych”. To właśnie odrzucenie pomysłu, że władza może karać za „subwersywne wypowiedzi” było punktem wyjścia amerykańskiej interpretacji wolności słowa, zapisanej w Pierwszej Poprawce.

Oczywiście dziś wolność wypowiedzi w Wielkiej Brytanii nie jest dużo niższa (pomijając pewne szczegóły – np. prawa przeciwko „blasphemy” albo „contempt of court”) niż w USA – ale wynika to nie z właściwości brytyjskiego systemu prawnego, ale z tradycji i kultury politycznej. Jeśli ktoś ma zatem ufne przekonanie, że w Polsce panuje taki sam poziom kultury politycznej i wielowiekowej wolnościowej tradycji jak w Wielkiej Brytanii, to istotnie, konstytucyjne gwarancje nie są już mu potrzebne. Wystarczy zdać się na powściągliwość piastunów władzy, kulturę polityczną współ-obywateli i piękną ugruntowaną tradycję poszanowania wzajemnej godności. I wtedy to wszystko można spokojnie nazwać „prawem naturalnym”.

Życzę miłych snów. 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autorka Droga i Szanowna Pani Przez stara sympatie zamieszczam komentarz, choc generalnie nie...
  • @Autor Wariactwo nt falszerstw ma charakter profilaktyczny. Nie chodzi o wybory samorzadowe, ale...
  • @Autor W Salonie24 juz nie pisze. Moj staly blog jest obecnie w portalu naTemat.pl. O sprawie...

Tematy w dziale