Blog
Daleko blisko
Wojciech Sadurski
Wojciech Sadurski prawnik, publicysta, pracuje...
132 obserwujących 435 notek 1437988 odsłon
Wojciech Sadurski, 2 grudnia 2007 r.

Anty-anty-polityka

W polskiej publicystyce politycznej pewną popularność zyskało ostatnio hasło „anty-polityki”. Jest ono używane w kontekście zazwyczaj pejoratywnym: anty-polityka jest albo mistyfikacją (czyli oszustwem) albo czymś złym, pożałowania godnym. Przypisuje się ją, z większym lub mniejszym natężeniem potępienia, premierowi Tuskowi i jego drużynie, a typowe teksty, w których „anty-polityka” tak została określona, to programowy manifest Bronisława Wildsteina sprzed tygodnia w „Rz”, a także artykuł Rafała Matyji w Dzienniku, do którego nawiązuje – z pewną życzliwością – nasz Salonowy kolega Łukasz Warzecha w ostatnim wpisie.

Nie jestem w stanie szczegółowo tu zreferować owej „anty-polityki” w dyskursie jej krytyków, ale upraszczając sprawę maksymalnie – jak tylko ja to potrafię zrobić – chodzi chyba o to, że nowy rząd udaje, iż politykę da się zastąpić zarządzaniem, konflikt polityczny – rozwiązywaniem problemów, zaś walkę – postawą typu „dla każdego coś miłego”. Jest to – w jednej wersji krytyki anty-polityki – oczywista mistyfikacja, bo w polityce zawsze dochodzi do konieczności wyboru fundamentalnych wartości, albo – w innej wersji tej krytyki – pożałowania godne zubożenie polityczności, bo konflikt jest istotą życia politycznego, a jeśli ktoś chce rozwiązywać problemy, to niech nie idzie do polityki tylko na przykład do IBM-u albo Banku PKO.

Z krytyką „anty-polityczności” fundamentalnie nie zgadzam się: w tym sensie, jestem zwolennikiem anty-anty-polityki. Swojego czasu elegancko (jak na siebie) starłem się w radiowym programie Igora Janke z (szalenie inteligentnym i sympatycznym) Panem Bartłomiejem Sienkiewiczem, a nasza dyskusja toczyła się jeszcze długo po wyjściu ze studia, a mianowicie przed nowym Maybachem Igora Janke na parkingu Radia TokFM. Na moje hasło (a było to jeszcze przed wyborami), że rząd powinien przede wszystkim zajmować się pragmatycznym rozwiązywaniem problemów, Pan Sienkiewicz odpowiedział m.in., że w Polsce każda władza musi zaproponować jakieś rozwiązania dotyczące fundamentalnej tożsamości Polaków (przepraszam, że tak upraszczam, ale jak już wyżej powiedziałem, upraszczanie to moja specjalność). Na to ja, że do tożsamości to akurat rząd jest mi najmniej potrzebny. Z kolei w ubiegłym tygodniu, w kolejnym występie u Igora (a na parkingu obok Maybacha pojawił się też Jaguar i Alfa 159, chyba wszystkie Igora), powiedziałem, że rząd jest przede wszystkim od zapewnienia, że podatki, policja i wodociągi są w porządku.

Oczywiście, była to pewna intelektualna (jeśli można użyć tu tego słowa) prowokacja, ale chciałem wyrazić pewną dość fundamentalną myśl, którą traktuję jako kanon liberalnego podejścia do polityki. W sferze publicznej występują trzy główne typy podziałów społecznych: dotyczące tożsamości, ideologii i interesów. Ideałem liberalnym jest pozostawienie konfliktów dotyczących tożsamości całkowicie poza zasięgiem polityki, stworzenie wspólnych ram dla współistnienia różnych ideologii, a jeśli chodzi o interesy – pragmatyczna władza niech dokonuje takiej agregacji grupowych preferencji, by w procesie uzgadniania rozbieżnych interesów każda grupa straciła jak najmniej.

Tak brzmi mój manifest anty-anty-polityczny, który oczywiście należałoby jakoś rozwinąć, ale na to nie ma tu miejsca ani czasu, postaram się dokonać tego w ciągu najbliższych sześciu lat. Wydaje mi się natomiast, że utyskiwanie na ‘anty-politykę” wynika stąd, że przyzwyczailiśmy się trochę do wariactw i polityki nienormalności, opartej na haśle, że polityka jest domeną identyfikowania wrogów, a następnie walki z nimi. Ideę te sformułował swojego czasu najlepiej Carl Schmitt, a poprzednia ekipa właśnie rządziła przez tworzenie kryzysów opartych na wyszukiwaniu i zwalczaniu wrogów, tak zewnętrznych jak wewnętrznych. Przyzwyczailiśmy się więc do tego, że przywódca rządu określa aktualnych szatanów, przy czym ludzie którzy stoją tam gdzie dawniej ZOMO albo chcą przywrócić 13 grudnia mogą być zarówno w konkurencyjnym obozie politycznym jak i, jako uśpieni agenci, w najważniejszych ministerstwach, na przykład MSWiA. Ewentualnie rezydować w Brukseli.

Obiecałem, że nie będę już pastwić się nad dawnymi rządami PiS i nie mam zamiaru tego robić, ale to przypomnienie jest niezbędne, moim zdaniem, dla wyjaśnienia dzisiejszej frustracji „anty-polityką”. Jesteśmy bowiem jak narkoman, który ma nawyk; nie możemy już żyć bez naszej codziennej dawki adrenaliny, więc gdy widzimy szefa rządu, który mówi o rozwiązywaniu problemów zamiast określać kolejnego wroga i nakręcać napięcie, jesteśmy znudzeni i zawiedzeni, po czym podejrzewamy, że on coś kręci. Nawet jeśli szaleństwa poprzedniej ekipy niektórzy z nas traktowali tak, jak na to zasługiwały – czyli urągające rozumowi i przyzwoitości – to w gruncie rzeczy wszyscy przyzwyczailiśmy się do nich. Jesteśmy uzależnieni.

„Dla każdego coś miłego” – mówimy z niechęcią i zniecierpliwieniem, gdy szef rządu stara się znaleźć consensus albo wspólny mianownik dla rozbieżnych interesów społecznych. Nie będzie to łatwe zadanie i będzie robił błędy. Trzeba go będzie za nie krytykować. Ale sama aspiracja nie jest czymś godnym pożałowania lub lekceważenia. Jak ktoś bardzo potrzebuje wrogów – niech szuka ich w swoim miejscu pracy: tam zawsze znajdzie się ktoś, kogo warto wygryźć, bo ma lepiej.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autorka Droga i Szanowna Pani Przez stara sympatie zamieszczam komentarz, choc generalnie nie...
  • @Autor Wariactwo nt falszerstw ma charakter profilaktyczny. Nie chodzi o wybory samorzadowe, ale...
  • @Autor W Salonie24 juz nie pisze. Moj staly blog jest obecnie w portalu naTemat.pl. O sprawie...

Tematy w dziale