Jakoś nie mogę przyzwyczaić się do tego, że ludzie na szczytach władzy zachowują się nieprzyzwoicie.
Przecież tak dzieje się od lat, kiedy zbliżają się kolejne wybory do czegoś tam.I tym razem, jak usłyszałem o kandydowaniu Otylii Jędrzejczk, Weroniki Marczuk, Bogdana Wenty czy Macieja Żurawskiego i jeszcze pewnie paru innych celebrytów z estrady i sportu, jeszcze raz się zadziwiłem. I już właściwie nie dziwię się samym kandydatom, acz przecież chyba pieniądze w ich przypadku nie są motywacją, a może się mylę, to przeraża mnie co innego. Te kandydatury zaakceptowali zawodowi politycy. Oni doskonale wiedzą, że ci ludzie będą tam tylko tłem i maszynką do głosowania, ale ich popularność ma pomóc ich partiom. I nie jest dla mnie w tym momencie istotne, z jakich startują ugrupowań, chociaż gwoli sprawiedliwości nie słyszałem, by PiS wystawił celebrytów, ale oni jeszcze oficjalnie nie ogłosili listy, tylko razi bezwstyd wysyłania ludzi bez kwalifikacji do pełnienia publicznych funkcji.
Właściwie rodzi się refleksja i pytanie, czy aby ten cały Parlament Europejski jest w ogóle potrzebny w tym kształcie? Może wystarczą tylko urzędnicy i rządowi politycy, którzy tam od czasu do czasu, do tej Brukseli przyjadą i powiedzą czego nie mogą, a co mogą razem. Inercja tego blisko tysięcznego gremium kosztuje Europę grube miliardy, które można by przecież pożyteczniej wykorzystać. Tylko kto dobrowolnie zrezygnuje z profitów, jakie można tam zyskać?
Póki co zapowiada się barwna kampania, w której sławni sportowcy będą odcinać kupony od swej sławy, sprzedając nie tylko swój wizerunek cynicznym partiom. Gdyby taka Otylka czy Wenta, których szczególnie cenię za to, co osiągnęli, ogłosili że są niezależnymi kandydatami z jakąś konkretną wizją naprawy świata, to jeszcze bym to łyknął, ale tak wstyd mi, że właśnie oni w ten sposób dalej chcą reprezentować Polskę.
Tylko dlaczego oni się nie wstydzą?
Janusz Wolniak


Komentarze
Pokaż komentarze (3)