10 kwietnia minęła okrągła 10. rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego. Wydawać by się mogło, że to postać powszechnie znana, ale jak się okazuje niezupełnie. Młode pokolenie dzisiejszych 20-latków nie ma pojęcia kim był Kaczmarski. Co niektórym jeszcze kojarzy się przynajmniej ze sztandarową pieśnią „Mury”. Widać przy okazji wspominania „Solidarności”, że gdzieś tak w szkołach musieli to puszczać, ale nic więcej.
Jak to się stało, że bard wolności i solidarności i jego twórczość idzie w zapomnienie. Czy dzisiaj nie jest aktualna „Nasza klasa”? A przecież jest jeszcze gorzej niż w piosence, bo po utworzeniu gimnazjum więzy klasowe stopniały. System oświatowy 6+3+3 w miejsce 8+4 w znaczący sposób rozbił naturalne więzi. Dzisiaj liczą się znajomości wirtualne, ilość polubień i znajomych na fejsie.
Kaczmarski zanurzony po uszy w naszej historii pytał o nasze korzenie, o naszych bohaterów, komentował rzeczywistość na bieżąco nie tylko w Rozgłośni Polskiej „Radia Wolna Europa”, ale w swoich piosenkach. Tylko żeby go słuchać, trzeba znać nie tylko najnowszą historię, ale kawał naszych dziejów. A z tym jest dzisiaj fatalnie. Młodzież kończy szkołę i nie rozróżnia stanu wojennego od drugiej wojny światowej.
Na bazie tekstów Kaczmarskiego można by napisać i podręcznik do historii, i do literatury. Nawet są już takie książki, jedną z nich znalazłem w księgarni przecenionych publikacji. Za bezcen można było kupić wiele egzemplarzy. Tylko znowu pytam, kto po takie dzieła sięgnie, jeśli z edukacji szkolnej czy tradycji rodzinnej, nie wyniesie choćby trochę wiedzy i patriotyzmu.
Mało kto współcześnie, jak Jacek Kaczmarski, pokazał swoją twórczością, co to znaczy patriotyzm. Jego występy na festiwalu w Opolu w 1981 r. i w Gdańsku na Festiwalu Piosenki Prawdziwej ugruntowały jego popularność. Z tego czasu pochodzą „Mury”, Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego”, „Obława”, „Rejtan czyli raport ambasadora”, do dzisiaj moje ulubione teksty.
W późniejszych latach powstały niezliczone pieśni, nie wszystkie były w smak władzom, również w wolnej Polsce. Kaczmarski, chociaż uciekał od miana barda „Solidarności”, ale o czym mało kto wie, do Związku należał. Miał duży dystans do świata. Pozostawił po sobie imponujący zbiór piosenek, tekstów, artykułów, książek. Straszna choroba zabrała Go przedwcześnie.
I jeszcze jedno przypomnienie. W 2008 r. 4 czerwca, odbyła się we Wrocławiu ważna uroczystość. W obecności władz miasta i zaproszonych gości, wśród nich córki Kaczmarskiego Patrycji, dotychczasowa ulica Rybia zmieniła nazwę na ulicę Jacka Kaczmarskiego. Wraz z odsłonięciem nowych tablic „ochrzczono” również nowego wrocławskiego krasnala — Bardusia, upamiętniającego pieśniarza i Jego wrocławskie koncerty. Osiem lat wcześniej dokładnie w 2000 roku plac, przy którym mieści się siedziba Związku „S” przemianowano z Czerwonego na plac Solidarności. Wtedy uroczystość zaszczycił Jacek Kaczmarski. To była jedyna okazja, kiedy mogłem go osobiście poznać.
Oby w naszych mediach, nie tylko przy okazji okrągłych rocznic, przypominano Jego twórczość.
Janusz Wolniak


Komentarze
Pokaż komentarze (1)