- Jednym z odpowiedzialnych za to, co się dzieje na Ukrainie jest Donald Tusk – powiedział na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński.
Przesłuchałem dwa razy wypowiedz Prezesa Kaczyńskiego i dopiero uwierzyłem, że rzeczywiście powiedział te słowa. Naturalnie, że w kontekście poprzedzających wywodów miały one jakiś sens, ale wyrwane z kontekstu, będą już sobie żyć własnym życiem.
W poprzedniej kampanii wyborczej mówiono, że najlepiej by Prezes głos jak najrzadziej zabierał, bo wtedy PiS-owi spada poparcie. I niestety historia się powtarza. Czy ktoś jest w stanie uwierzyć, że Tusk porozumiał się z Putinem i dlatego, dzieje się tam, to co się dzieje? Gdyby wziąć te słowa na poważnie, to świadczyłoby o wielkiej mocy sprawczej naszego Premiera. Oj, nie wiem czemu Prezes tak dowartościowuje nieudacznika Tuska.
Tak, ale dzisiaj o sytuacji na Ukrainie nie ma już co żartować, bo sprawy mają się na tyle poważnie, że to państwo jako niezależny byt może wkrótce przestać istnieć. Na nic zda się zaklinanie rzeczywistości, udawanie że się nie rozumie, że banderowcy, że separatyści, to przecież twarda sowiecka szkoła, rodem z KGB.
Ma rację Kaczyński, że cała polityka europejska względem Rosji legła w gruzach, ba światowa też nie jest lepsza. Tylko mówienie, że Tusk mógł coś tu zrobić jest żenujące. Zwłaszcza, o czym przecież ludzie pamiętają, dopiero co Premier był przez tegoż chwalony. Rozumiem, kampania wyborcza ma swoje prawa, ale większość ludzi swoją wiedzę o świecie czerpie li tylko z głównych mediów. Chyba, że ta wypowiedz była adresowana do własnego twardego elektoratu, bo wszak na eurowybory tylko najbardziej zatwardzili pójdą, circa 20-25%.
Tymczasem w obliczu jeszcze nie jawnej, ale bezczelnej, cynicznej i skrytej agresji Rosji, należałoby mówić, co robić, a nie szukać teraz winnych, na rozliczenia czas przyjdzie. Tylko, że ci co wiedzą, co robić, nic robić nie chcą. My możemy najwyżej popiskiwać, bo niczym Putina postraszyć nie możemy. Skuteczna byłaby jedynie mocna blokada gospodarcza, ale zgniły Zachód woli dalej czekać. Tylko jak długo i na co?
Janusz Wolniak


Komentarze
Pokaż komentarze (2)