Dekiel Dekiel
29
BLOG

Nie płaczę po Rokicie.

Dekiel Dekiel Polityka Obserwuj notkę 29

Krokodyle płaczą po Janie M. Rokicie. Duże łzy spływają im po pyskach, odsłaniając przy tym kły.

Jedyny prawdziwy konserwatysta, samo dobro, ostatni sprawiedliwy Platformy, człowiek który bronił tej partii przed wpadnięciem w szpony LiD'u, odszedł! - lamentują krokodyle, ale w kąciku ich pysków widać nieśmiały uśmiech - a wszystko to wina tego wstrętnego liberała Donalda Tuska. To on i jego dwór są za to odpowiedzialni. To oni znęcali się nad Rokitą i nie dopuszczali do dyskusji, którą chciał przeprowadzić Janek, nasz przyjaciel - oczywiście krokodyle bacznie obserwują czy przypadkiem ktoś nie wpadnie do ich bajorka i nie da się pożreć.

Przyznam się, że jestem zdziwiony ilością "sierot" po Janie M. Rokicie, szczególnie wśród osób które jeszcze kilka miesięcy temu uważały go za mordercę i kogoś znacznie gorszego od Tuska i Niesiołowskiego razem wziętych. Inflacja trwałości poglądów postępuje jednak w zastraszającym tempie. Wczorajszy wróg staje się postacią krystalicznie czystą, byleby móc dołożyć liderowi partii przeciwnej.

Właśnie to jest klucz do zrozumienia dlaczego osoby, które wczoraj nazywały Rokitę mordercą, dziś uważają go za bohatera, ostatniego sprawiedliwego Platformy, ofiarę spisku [sic!] Tuska.

Zabawne zresztą, że 90% tekstów o odejściu Rokity, także tu na salonie, było poświęcone tak naprawdę Tuskowi - o tym jaki to on zły, wstrętny i obrzydliwy. Pozostałe 10% stanowiły teksty, których teza brzmiała (mniej lub więcej) tak: Platforma potwornie straci na odejściu Rokity.

Nie zgadzam się z tymi opiniami. Uważam, że Platforma na odejściu Rokity nie tylko nie straci, ale zyska. Rokita jest niewątpliwie wielką indywidualnością polskiej polityki. Dobrze mówiący, z swoim eleganckim stylem bycia, oczytaniem, inteligencją, a także pracowitością (jak mu na czymś zależy) wyróżnia się na tle polskich parlamentarzystów. Wszystko to prawda, tylko że jednocześnie Rokita jest politykiem potwornie destrukcyjnym: nie potrafiącym grać drużynowo, nie znoszącym sprzeciwu, nie umiejącym umocnić swojej pozycji w partii, zainteresowanym tylko swoją karierą.

Wiele wyżej wymienionych grzechów dobrze było widać w poprzednich wyborach. Premier z Krakowa zaskakiwał wtedy własnych kolegów (słynny program PO, który okazał się programem Rokity), wszedł też niepotrzebnie w wyścig na radykalne pomysły z braćmi Kaczyńskimi, którego nie mógł wygrać, bo w tym elemencie Kaczyńscy są zdecydowanie lepsi, a co ważniejsze, bardziej wiarygodni dla wyborców.

Rokity nie potrafi też grać drużynowo. Wyraźnie go zabrakło gdy Tusk walczył z Lechem Kaczyńskim o prezydenturę, szczególnie gdy o prezydenturę Lecha walczył właściwie cały pierwszy szereg PiS'u.

Po wyborach nie było lepiej. Rokita nie potrafił obronić swojej pozycji - ani w Krakowie, ani na szczeblu centralnym. Zarzut Nelly Rokity o marginalizowaniu jej męża jest, tyleż uroczy, co chybiony. W każdej innej partii Rokita, już dawno by wyleciał z hukiem. Czy wyobrażacie sobie Dorna, który u np.: Moniki Olejnik kontestuje swojego lidera? Nie? No właśnie.

A przecież Rokicie zdarzały się takie wybryki. Ten dwugłos liderów Platformy był zresztą nie do zniesienia, szczególnie gdy panowie zaprzeczali sobie tego samego dnia.

Rokita uwierzył za bardzo, że może być w Platformie państwem w państwie, że jest niezastąpiony, że wszystko mu wolno. Doprowadziło to do tego, że w pewnym momencie został sam. Być może zarzut Nelly o złym Tusku, który wycinał ludzi Rokity jest prawdziwy. Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak to, że Rokita, z swoim trudnym charakterem, nie dbał o swoje zaplecze lub nie potrafił o nie zawalczyć. Nie jest przypadkiem, że w Krakowie był witany wrogo.

Tak jak pisałem uważam, że Platforma na odejściu Rokity tylko zyska. Z kilku powodów.

Po pierwsze odejście Rokity oznacza koniec dwugłosu. Nie powtórzy się sytuacja w której premier z Krakowa otwarcie kontestuje wybór partii i jej przewodniczącego co zawsze uderza w wiarygodność partii. Trudno bowiem wierzyć komuś, kto kłóci się sam ze sobą.

Po drugie w końcu jasna jest sytuacja kto rządzi Platformą. Sukces lub porażka wyborcza będą iść na konto tylko jednego polityka - Donalda Tuska. Niezależnie od ostatecznego wyniku jest to wiadomość dobra dla Platformy, bo zmniejsza ilość tarć.

Po trzecie uważam, że komentatorzy przeceniają Rokitę. Owszem jest to indywidualność, ale nie przekłada się to automatycznie na popularność. Myślę, że dla wielu osób, z różnych powodów, Rokita był nie do przyjęcia. Mnie np.: potwornie drażnił jego styl bycia, zadufanie.

Po czwarte uważam, że zastąpienie Rokity Radkiem Sikorskim jest ruchem dobrym. Sikorski nie ma zadufania Rokity, a przy tym cieszy się dużą popularnością. Osobiście uważam, że Sikorski jest politykiem lepszym niż Jan M. Rokita.

Na koniec trzeba zadać pytanie na co liczy Rokita odchodząc z polityki w takim momencie. Wydaje mi się, że Rokita przeczuwa porażkę Platformy. Trzecia prestiżowa porażka PO oznaczałby pewnie koniec rządów Tuska. W takim przypadku Rokita byłby jednym z dwóch-trzech "naturalnych" następców Donalda. Drugim możliwym scenariuszem jest powrót Rokity jako kandydata na premiera, który pogodziłby PiS i PO.

Czy którykolwiek z tych scenariuszy jest możliwy - raczej nie. Do realizacji pierwszego Rokita nie ma wystarczającego poparcia wewnątrz własnej partii, a drugi jest nieprawdopodobny dopóki PiS'em rządzi Kaczyński. Zbyt wiele złych słów padło z ust obu polityków by mogli współpracować razem.

 

Dekiel
O mnie Dekiel

Strefa wolna od następujących trolli: bravo ;

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka