Marbod Marbod
598
BLOG

Jeszcze Jego na Wiejskiej brakowało!

Marbod Marbod Polityka Obserwuj notkę 3

 

Choć temat mało świąteczny muszę go nakreślić. Na moje usprawiedliwienie działa jedynie okoliczność, że nie mam czasu na co dzień pisać bloga, a teraz, korzystając z odpoczynku po uroczystym śniadaniu, chciałbym się podzielić moją refleksją.

           Usłyszawszy, a raczej przeczytawszy w Internecie, że jeden z byłych reprezentantów kadry narodowej w piłce nożnej chce kandydować do Sejmu pomyślałem – dlaczego kolejny sportowiec, nie posiadający stosownych kwalifikacji, chce rozmienić swoja karierę na drobne? I dlaczego w ten sposób? Ale wszystko szybko się wyjaśniło. Owym piłkarzem okazał się Cezary K., były zawodnik Legii Warszawa, gdzie odnosił największe sukcesy (Mistrz Polski sezon 2001/02, 2005/06; Puchar Polski 1997). Może nie ma w tym nic, na pierwszy rzut oka, dziwnego ale ... No właśnie ale pan Cezary mówi – „Radziłem się Romana Koseckiego(też były Piłkarz Legii Warszawa, Puchar Polski 1989, 1990 - red.). Poza tym, że jesteśmy kolegami, reprezentuję jego syna jako piłkarza. Pytałem, jak on to widzi, czy nie ma nic przeciwko temu, żebym kandydował. – Zastanawiałem się, czy będę w stanie pogodzić pracę w parlamencie z moim obecnym zajęciem.”

 

Już widzę, a raczej słyszę, jak pan Roman K. odpowiada (swojemu przyszłemu koledze z PO) – Drogi Czarku, nie martw się, to nie zabiera wiele czasu, wystarczy tylko podnosić rękę i przyciskać odpowiedni guzik przy głosowaniu. Nauczysz się – to nie jest takie trudne. – Ale skąd będę wiedział, który mam nacisnąć- zapytał roztropnie Cezary K. – Są spotkania, obiady, pogaduszki na sejmowych korytarzach, ja też Ci pomogę, to będziesz wiedział. A tak w ogóle to przychodzą dyrektywne smsy przed sesjami w Parlamencie – wytłumaczył właściciel „Kosy Konstancin”. Aaaaa, to luzik, przekonałeś mnie – zakończył były kapitan „Wojskowych”.

 

Dlaczego o tym piszę? Bo mam dość wszelkiej maści mistrzyń kick-boxingu, uzdolnionych trenerów reprezentacji Polski w piłce nożnej, elokwentnych i przystojnych mistrzów Europy w rajdach samochodowych i zwycięzców Big Brother’ów, którzy zasiadają w ławach sejmowych, Parlamencie Europejskim – a już o niższych szczeblach administracji nie wspomnę, bo tam jest ich najwięcej. Nie chodzi nawet o to, że wchodząc do sejmu nie umieli rozróżnić długu publicznego od deficytu budżetowego i nie znali podstawowych kompetencji Prezydenta etc. Nie chodzi również o to, że na widok ich CV większość szanujących się instytucji państwowych parsknęłoby śmiechem. Tylko o to, że wszyscy oni nie mają w sobie „genu racjonalności”. A może mają go aż za dużo? No jeśli weźmiemy pod uwagę to, że skrzętnie wykorzystują swoją karierę sportową dla zdobycia ciepłej posadki np. na Wiejskiej, to mają tego genu AŻ ZA. Chodzi mi raczej racjonalność wyborów. Tzn. – dobry sportowiec zachęca do zdrowego trybu życia, daję piękne spektakle, jest przykładem hartu ducha, niezłomności, daje szanse zarobienia dużej ilości pieniędzy wielu osobom, nawet rozkręca turystykę w rodzinnych miejscowościach i wiele innych, a nie idzie na sportową emeryturę na salony parlamentarne. Dobry poseł z kolei – siedzi wytrwale w komisjach sejmowych gdzie wykazuje się niezłomną chęcią przekazania swojej wiedzy (nabytej przez lata edukacji) i doświadczenia w projektach ustaw, które moją wyrwać Polskę z listy krajów rozwijających się. Chyba jest różnica między w/w „zawodam”?

Nie chciałbym być odebrany jako człowiek odbierający sportowcom inteligencję (bo mają ją wrodzoną) czy wiedzę – chociaż w tym przypadku mam wątpliwości. Dlaczego? Przecież większość (blisko 100%) sportowców, a szczególnie piłkarzy, nie ma czasu na naukę przedmaturalną, nie mówiąc już o jakichkolwiek studiach. Wiem to z obserwacji bliskiego mi otoczenia – środowiska sportowego. Nie mają kompetencji, a więc pierwsze lata w administracji rządowej przeznaczają na naukę poruszania się w trudnej dla nich rzeczywistości. Chyba, że ich mottem życiowym stanie się „jakoś to będzie”, wtedy się niczym nie przejmują, bynajmniej nie kondycją polskiej gospodarki czy finansami publicznymi.

Mam ogromne pretensja do Platformy Obywatelskiej, że przyjmuje, niczym przytułek dla bezdomnych, wszystkich o znanych nazwiskach aby poprawić słupki poparcia. Są tez inne zabiegi, o których nie wspomnę, ponieważ wykracza to poza nawias tego tekstu. Nie może być tak, że pan Cezary K. chce połączyć swoją dotychczasową pracę – menager piłkarski m.in. Roberta L. (Borussia Dortmund) czy Jakuba K. (Legia Warszawa wyp. do ŁKS-u) – z pracą w Sejmie. On, jeśli zamierza kandydować, musi zdawać sobie sprawę, że są pewne priorytety. A nimi, w tej grze, nie są mecze Jezioraka Iława z Motorem Lublin gdzie można „wyhaczyć” jakiś młody talencik tylko posiedzenia Sejmu, gdzie gra toczy się o największą stawkę, czyli – o Polskę i Polaków.

Ostatnimi czasy zauważyłem pewną tendencje w komentarzach „wykształconych z dużych miast”, która lekko zakrawa o postawę pana Cezarego, a mianowicie: niewiadomego pochodzenia komentatorzy nabijają się z osób mówiących o szeroko pojętym patriotyzmie w sposób dla nich charakterystyczny – prześmiewczy. Przykłady: „wyznawco wodza czy dziś zjadłeś bułkę za Polskę”, „w tym miesiącu myję się dla Polski, a wy co robicie?” itp. Wszystko w tym samym tonie. Ci młodzi wyborcy chcą zaznaczyć, że nie każdy żyję cały czas sprawami Polski (przecież są puby, dyskoteki, wiele innych, no i facebook) – to pierwszy aspekt – oraz pseudointeligentnie wyszydzić wszystkich tych, których za bardzo interesują problemy Ojczyzny - drugi aspekt. W kilku procentach zgodził bym się z nimi, jednakże są ludzie którzy jedząc bułkę powinni ją jeść dla czy za Polskę, a są nimi przede wszystkim posłowie i, w mniejszym stopniu, przyszli posłowie. Chciałbym aby parlamentarzyści jedząc „bułki” na śniadanie przed pracą myśleli np. o przyszłorocznych wydatkach budżetowych na wały przeciwpowodziowe, które trzeba naprawić na wypadek wielkiej „spływającej do Bałtyku wody”, która może zniszczyć uprawy pszenicy, a co za tym idzie wywindować cenę mąki (bułek?!) w górę. A wyborcy, którzy jedzą zapiekanki (i znów ta nieszczęsna bułka) na śniadanie opiekane w gazowym piekarniku wiedzieli kto, jak, i za jaką cenę podpisał umowę gazową z Rosją

Napisałem ten tekst z bólem serca, ponieważ pan Cezary K. był jednym z moich ulubionych piłkarzy kiedy byłem dzieckiem, a teraz wszędobylska gnuśność niektórych osób i jemu się udzieliła.

– Marcin P.

 

PS – WESOŁYCH ŚWIĄT 

Marbod
O mnie Marbod

"Per aspera ad astra"; "Better dead than red"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka