Kilka "naiwnych" pytań nie-eksperta do Raportu Millera
Oczywiście, nie jestem ekspertem, ani lotnictwa, ani "żadnym innym" (mówiąc z niemiecka), bo, jak kiedyś słyszałem, "ekspert to ten, który a priori już zna "prawdę" (np. taką, która obowiązywała "ekspertów" od kwestii ekonomicznych do czasów ostatniego kryzysu),często przygotowaną na jakieś, np. polityczne czy "lobbystyczne", zamówienie, w przeciwieństwie np. do naukowca-badacza, który jej poszukuje (a w każdym razie powinien poszukiwać), nie bacząc na oczekiwania odbiorcy tej prawdy, stawiając pytania, formułując hipotezy i szukając dowodów pozwalających je potwierdzić albo je "obalić".
Jak już obiecałem, w najbliższym czasie przedstawię na moim blogu mój prywatny, polityczny "raport o Smoleńskiej Katastrofie", sięgający prawie dwa lata wstecz od tego strasznego wydarzenia, o którym niemal wszyscy "platformersi", na czele z Tuskiem i obecnym Prezydentem RP, B. Bul-Komorowskim, chcieliby jak najszybciej zapomnieć. No bo już "są tą sprawą doprawdy tak zmęczeni, tak znudzeni, tak zniesmaczeni, że wstyd - albo "nie ma sensu - o niej mówić ", itp.
(A propos, a czy np.Pan Premier Tusk i Pan Prezydent Komorowski i ich kamraci odwiedzają groby swoich ojców, czy, nie daj Bóg, dziadków? Bo ja je odwiedzam, jeśli tylko mogę ( gdyż znajdują się daleko, obecnie za granicą RP), choć mój Ojciec umarł prawie 60 lat temu, i wcale nie tragicznie, jakkolwiek tzw. okoliczności Mu w tym pomogły. A mimo to, sądzę, że zasłużył na moją Pamięć i Szacunek, tak samo jak Polska Para Prezydencka (i wszyscy Ją otaczający) na nie zasłużyła, tym bardziej że lecieli uczcić Pamięć tych, którzy mieli być wykluczeni z narodowej pamięci na zawsze, gdyż byli obywatelami RP i należeli do Jej elit.)
(Zawsze pytam: jaki naród na świecie, poza Polakami, umiał tak się upominać o swoje elity (te z Katynia, Charkowa, Miednoje i z tysięcy innych miejsc, rozsianych po Środkowej i Wschodniej Europie, i nie tylko?). Jedynie dla komunistów, szczególnie tych z (najbliższego) Wschodu, cmentarz był i często wciąż jest nie miejscem pochówku bliskich i bliźnich ale czymś w rodzaju "śmietnika"("musora") czy "zsypu".
Który naród na świecie, umiał tak jak Polacy (no może Litwini, w jakimś sensie - Ukraińcy i niektórzy Jugosłowianie) upominać się o swoje Państwo, od czasów Potopu Szwedzkiego po dzień dzisiejszy, gdy wciąż to czynią gdyż nie czują, że je odzyskali? Właśnie zbliża się data jednego z takich rozpaczliwych i bohaterskich aktów walki Polaków, a szczególnie Warszawiaków - o swoje suwerenne Państwo.Akt ten przez dziesiątki lat był przez polskich komunistów potępiany, bo ich "ojczyzna" i "stolica" znajdowała się zupełnie gdzie indziej; jest rzeczą straszną, że nawet wielu Polaków, a przy tym - także uczestników tego bohaterskiego zrywu - na zawsze uwierzyło w tą najprawdziwiej wrogą propagandę (bo pozbawiała ona poczucia sensu podjętych wówczas działań u ich bohaterów); nota bene, również tytuł skądinąd znakomitego filmu o powstańcach warszawskich sugerował niedwuznacznie, że zostali Oni wpuszczeni w przysłowiowy "kanał", bez dobrego "wyjścia"(mogło nim, oczywiście, być jedynie spokojne czekanie na przyjście Sowietów!) .
A przecież wystarczy uczciwie odpowiedzieć sobie na naprawdę proste pytanie:
Kto miał - choć nie wiem czy ktoś mógł - w 1944 roku upomnieć się o suwerenne Państwo Polaków, poza przywódcami i żołnierzami tego Podziemnego Państwa, tworzonego prawie przez 5 lat, kosztem ogromnych strat i ogromnego wysiłku jego organizatorów? Roosevelt, Churchill, Stalin, Papież?
Jeden z tej czwórki zapewniał, że Polska będzie suwerenna i demokratyczna, a pozostali przez lata udawali, że mu wierzą...
Jak napisał ostatnio mój doktorant, z Kielc,obecnie rozmaite "partyjne pakamery" (a dokładnie dwie) to Państwo zawłaszczyły" i nim się podzieliły, tak jak niegdyś czynili to komuniści (wydawałoby się - na zawsze!).
Wracając do punktu wyjścia - nie zważając na rzekome czy prawdziwe znudzenie, zmęczenie i "zniesmaczenie" tych różnych, jak się kiedyś mawiało, "delikutas(k)ów", Sprawa Smoleńskiej Katastrofy będzie powracała zawsze - "póki my żyjemy", i dopóki "Poeta pamięta!".
I będziemy pytać, nie przestaniemy tego czynić, aż przybliżymy się do prawdy! Bo tej ostatniej - raczej do końca nie poznamy. Tu trzeba przyznać - ZBYT WIELE BYŁO tzw. "OKOLICZNOŚCI" TEJ KATASTROFY, i ZBYT WIELU JEST TYCH, KTÓRZY WRĘCZ "ŚMIERTELNIE" NIE SĄ ZAINTERESOWANI TYM, BY TA PRAWDA "WYPŁYNĘŁA NA WIERZCH". Zawsze o tym myślę,gdy spacerując po Parku Szczęśliwickim widzę, co 3 minuty, startujące i/lub lądujące maszyny, podobne do tamtej. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu; I JAKOŚ ŻADNA DOTYCHCZAS NIE "ZAHACZYŁA" O ROSNĄCE TAM, W DWÓCH MIEJSCACH, BRZOZY... ODPUKAĆ!!!
A WIĘC, TYLKO DWA NAIWNE, "TEORETYCZNE" PYTANIA, POSTAWIONE PRZEZ CZŁOWIEKA, KTÓRY OD KILKUDZIESIĘCIU LAT, OD CZASU DO CZASU, INTERESUJE SIĘ PROBLEMATYKĄ PODEJMOWANIA DECYZJI (ZNAM LEPSZYCH ZNAWCÓW TEJ PROBLEMATYKI, M.IN. W MOJEJ SZKOLE, WIĘC KIERUJĘ JE RÓWNIEŻ DO NICH), DOTYCZĄCE KONKLUZJI Z "RAPORTU", sformułowanych (dobitnie!) przez Przewodniczącego Komisji :
pytanie nr 1. CZY MOŻNA PODJĄĆ TRAFNE (SŁUSZNE, "RACJONALNE", "OPTYMALNE" itp.) DECYZJE - bo zdaniem Ministra Millera, takie były decyzje polskich lotników feralnego dnia w TU-154 - NIE DYSPONUJĄC ODPOWIEDNIMI INFORMACJAMI, DANYMI, PRZESŁANKAMI , itp., NA KTÓRYCH POWINNY ONE BYĆ OPARTE (pomijam trudną do wyobrażenia sytuację, gdy mogliby oni mieć bezpośredni kontakt z Duchem Świętym)?
Niemal cała zawartość Raportu Millera udowadnia, że szeroko rozumiana "infrastruktura" lotu, POLSKA I ROSYJSKA, takich informacji członkom załogi Tu-154 nie dostarczała, począwszy od informacji meteorologicznych, poprzez te o zapasowych lotniskach aż po realne położenie samolotu, kilka minut czy kilkanaście sekund przed uderzeniem samolotu o ziemię.
Co więcej, pilotujący samolot lotnicy otrzymywali, szczególnie w ostatniej fazie lotu, fałszywe informacje ze swego otoczenia.
pytanie nr 2. CZY I CO MOGŁA (BY) ZROBIĆ "RACJONALNEGO" ZAŁOGA SAMOLOTU, najwidoczniej - co "Raport" pokazuje dobitnie - WCIĄGNIĘTA PRZEZ ROSYJSKICH KONTROLERÓW, INTENCJONALNIE BĄDŹ NIE, W PUŁAPKĘ ("ŁOWUSZKU", jak powiedział jeden z rosyjskich ekspertów w jednym z telewizyjnych programów poświęconych katastrofie, na co nikt nie zwrócił uwagi) CZY TEŻ ZASADZKĘ, W MOMENCIE, GDY DOTARŁY DO JEJ CZŁONKÓW PRAWDZIWE INFORMACJE O REALNYM POŁOŻENIU KIEROWANEGO PRZEZ NIĄ (i Ich) SAMOLOTU (O ILE TAKIE INFORMACJE DOTARŁY?)?
Spora część analiz zawartych w "Raporcie" zarzuca bowiem polskiej załodze brak przygotowania do tego rodzaju lotu, co być może jest słuszne. Ale, dopytuję: 1. czy znalazłaby się załoga (oblatywaczy lub akrobatów), która wyprowadziłaby taki ogromny i, jak się okazało, niesterowny, samolot z takiej pułapki czy zasadzki; 2. Jakie cechy musieliby posiadać jej członkowie i co musieliby (mogliby?) w tej sytuacji zrobić aby uratować przynajmniej część pasażerów?
Proszę polskich ekspertów, współautorów "Raportu", o odpowiedzi na te pytania i postawienie ich ekspertom rosyjskim, w tym szczególnie - tym z MAK-u.
PS. Mam jeszcze dodatkowe pytanie do Prezydenta RP i Jego Kancelarii: pracuje u Was niejaki Kuźniar(imienia nie pamiętam, przepraszam, widzę, że dobrze biega po "moim pastwisku" na Górce Szczęśliwickej), chyba oficjalnie to doradca Prezydenta d/s stosunków z USA i Rosją, który po Raporcie MAK-u twardo wypowiadał się w telewizji w obronie rosyjskich kontrolerów ze Smoleńska; pytam więc: czy jest to prawdziwy doradca Prezydenta RP czy też rosyjski tzw. "agent wpływu"? No i dla kogo on pracuje? Czy dla tych samych, co "ten Turowski" z Watykanu, polskiej SB i z Moskwy, podopieczny byłego kandydata PO na Prezydenta RP, ministra R.Sikorskiego, wysłany przez tego ostatniego do Moskwy, i obecny na "lotnisku" w Smoleńsku, w dniu katastrofy?
Skąd się bierze tak dobra "obstawa" oraz obsługa intelektualno-operacyjna, "naszych" prominentów?
Kto "rzuca" takich "facetów" na strategiczne, dla polskiej polityki zagranicznej, miejsca?
następna notka 93 94 95 96 97 98 99 poprzednia


Komentarze
Pokaż komentarze