0 obserwujących
17 notek
13k odsłon
114 odsłon

Truciciele z Sarzyny

Wykop Skomentuj

Wypadek ten wydażył się z końcem lat 60. badź na początku lat  70.  Pewnego dnia Zakład Jakości Wody w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej został powiadomiony, że poniżej ujścia Sanu do Wisły zauważono dużą plame chemikaliów w rzece.  Analiza wody wykazała, że są to jakieś trujące ścieki, jeśli mnie pamięć nie myli były to związki fenolu. 

 Zakład Fizyki Wody, w którym pracowałem, został poproszony o określenie w jakim czasie plama ta dotrze do Warszawy.  Sprawa była bardzo pilna bo trzeba było zamknąć ujęcie do filtrów warszawskich w taki sposób by zminimalizować braki w zaopatrzeniu wody dla miasta. Kierownik Zakładu dr. inż. Jerzy Kloze powołał kilku osobową grupę inżynierów, którzy w przeciągu bodaj dwóch dni opracowali wykres czasu przepływu wody między ujściem Sanu a Warszawą w zależności od stanów wody w Wiśle.  Praca była trudna, ale dzięki dobrej bazie danych uzyskanych z sieci hydrograficznej (mierzącej stany i przepływy wody) pracę tę wykono szybko.  Pracę tę wykonano bez komputerów, a wykres był tak dokładny, że można było zlokalizować truciciela i określić dokładny czas dokonania zrzutu do rzeki.  Okazało się, że jakiś spryciarz z Zakładów Chemicznych Sarzyna postanowił opróżnić w nocy zbiorniki ze związkami fenolu licząc na bezkarność.   

No i nie przeliczył się.  Cała afera została starannie ukryta przez komunistyczne władze, bowiem zakłady te były częścią kompleksu przemysłowo – wojskowego. Najmniejsza wzmianka nie pojawiła się w mediach.  Co kontrastuje z wypadkiem Zakładów Sandoz w Szwajcarii, z których na skutek awarii w latach 80. wydostały się chemikalia do Renu.  Media całego świata pisały o tej awarii (podkreślam awarii a nie przemyślanemu zrzutowi jak to miało miesce w Sarzynie).

 

Napisałem te notatke głównie po to by przypomniec nazwiska ludzi, którzy opracowali ten wykres, praktycznie bez zadnych srodkow.  Byli to inżynierowie (jeśli mnie pamięć nie myli) Władysław Jankowski, ś.p. Andrzej Połujkis, Andrzej Mroziński i Tadeusz Nagłowski.  Być może i inni. Niestety nazwisk koleżanek i kolegów z Zakładu Jakości Wody nie pamiętam, a warto byłoby ich nazwiska przypomnieć, bo najtrudniejszą pracę (pobieranie próbek i analiza jakości wody) wykonali oni.

 Myślę, że ten przykład - na pewno nie jedyny – jest kolejnym świadectwem kryminalnego charakteru władz komunistycznych, dla których skażenie środowiska i potencjalne narażenie ludzi na zatrucie nie miało żadnego znaczenia.
Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale