Jest 2007 rok. Mały człowieczek przegrał i musi odejść. Nie może zrozumieć, że po prostu go nie chcą. Nie chcą go nie dlatego, że jest mały wzrostem a dlatego, że jest mały duchem. Nie chcą jego patologicznej nienawiści i nieufności. Nie chcą jego zadufania i arogancji. Jego pychy nie pozwalającej mu dostrzec mizerii jego osobowości. Mały człowieczek pluje jadem, tupie małą nóżką. Nie zauważa nawet że w swym dążeniu do wielkości, z tą wielkością już się rozminął i teraz tylko zdąża już do śmieszności. Mały człowieczek przez osiem opozycyjnych lat w pocie i trudzie ryje gdzie może i jak może. Arogancja rządzących sprzyja mu. Katastrofę smoleńską wykorzystuje do granic obrzydliwości. Łasi się do hierarchów. Rydzykowi który zpomstował jego ponoć ukochanego brata i bratową puszcza to w niepamięć. Bo Rydzyk ma za sobą moherową armię a mały człowieczek jej potrzebuje. Zadufanie i tumiwisizm Komorowskiego daje mu niespodziewanie prezydenta. Sam nie wystartował bo już raz przegrał więc wystawił pozoranta. I stał się cud. Pozorant wygrał wybory. Podnóżki obwołują małego człowieczka wizjonerem, zbawcą kraju i narodu. Tym który ten kraj podźwignie z ruin i narodowi zapewni wieczną szczęśliwość. Czas pracuje na jego korzyść bo pamięć ludzka ma to do siebie, że jest krótka. Dzięki tej krótkiej pamięci wygrywa wybory parlamentarne. PO-wskie „ośmiorniczki” przykryły to co działo się za czasów koalicji PIS-LPR-Samoobrona. I dzięki też obietnicom rozdawania kasy za darmo. Ja wiem, że za darmo nie ma nic. Za darmo to nawet w pysk ciężko dostać. Ale dużo ludzi w tę darmochę uwierzyło. Wystarczająco dużo żeby mały człowieczek przez najbliższe cztery lata rozdawał karty Ale już raz dostał po łapach za premierowanie. Więc teraz swoje łapki schował a do brudnej roboty wypchał duet Duda-Szydło. Ci dobrali sobie jeszcze paru innych którym nie przeszkadza to że będą babrać się błocie. Bo czyż może przeszkadzać błoto osobnikom którzy jeszcze parę lat temu pluli na małego człowieczka a teraz czołgali się u jego stóp w nadziei na ochłapy z pańskiego stołu. Dzięki nim mały człowieczek pozostanie nieskazitelnie czysty. On siedzi sobie z tyłu, pociąga za sznureczki a „frontmani” odwalają czarną robotę. Jak ktoś kiedyś będzie chciał to towarzystwo rozliczyć za łamanie konstytucji to on będzie miał czyste ręce. Cwaniak z niego pierwszej klasy. Tego nie można mu odmówić.
Dla mnie wielkość czy małość człowieka nie wynika z jego wzrostu a z tego co sobą przedstawia. Na pewno każdy miał wątpliwą przyjemność spotkać się w swoim życiu z takim „małym człowieczkiem” chcącym leczyć swoje fobie czy kompleksy czyimś kosztem. Ja w swoim życiu spotkałem paru takich „ małych człowieczków” i przykro stwierdzić, ale w dużej mierzy byli to ludzie niskiego wzrostu. Nie chcę obrażać ludzi niskiego wzrostu, bo to ani ich wina (jeśli można tu o jakiejś winie mówić), że są tacy jacy są. Ani to moja też zasługa, że mi matka-natura centymetrów nie poskąpiła. Ale tak się dziwnie złożyło, że największych przykrości doznałem właśnie od ludzi dużo niższych wzrostem ode mnie, od których to w danym momencie byłem w jakiś tam sposób uzależniony. Był tam między innymi mój wychowawca w szkole średniej, był dyrektor techniczny w firmie w której byłem kierownikiem budowy, był kierownik mojej pracowni w biurze projektów. Wszędzie jednak w takich wypadkach zauważyłem pewną prawidłowość. Ludzi ci zawsze najchętniej otaczali się ludźmi co najwyżej równymi wzrostem. Ci zawsze stanowili ich wierną świtę, a wszystko co było powyżej zazwyczaj było tępione. No ale na koniec optymistyczny akcent. Miałem szwagra. Niestety zmarło mu się Facet był niskiego wzrostu ale za żadną cholerę nie wymienił bym go na dłuższego. Tak równego gościa rzadko można spotkać. Czyli, że niski to nie zawsze musi oznaczać mały. Co niniejszym małemu człowieczkowi dedykuję. Bycie niskim to nic złego ale bycie małym to już nie wstyd, to zwykłe (****)...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)