Może ktoś z uczonych w piśnie wytłumaczy mnie, przedstawicielowi szarej i ciemnej masy takie oto zjawisko. Jest sobie taki osobnik. Zatwardziały ateista, wojujący antyklerykał. Krzyż na ścianie działa na niego jak płachta na byka a każdy ksiądz to dla niego złodziej i pedofil. I jednocześnie gorący miłośnik PIS-u i wielbiciel jej wodza. Za ten tandem dałby się pokrajać. Za partię która na każdym kroku podpiera się chrześcijańską tradycją i kościelną hierarchią. Partię która przy każdej okazji obwiesza się krzyżami i za jej prezesa który pada na kolana przed byle Rydzykiem.
Mogę zrozumieć moherowe bractwo dla którego ksiądz proboszcz jest wyrocznią i któremu się wmawia, że siły zła chcą zniszczyć to co w ich życiu najważniejsze i tylko PIS pod wodzą prezesa może uratować Polskę. Że wszystkiemu winni są Żydzi, masoni, esbecy i ta wredna PO gdzie ta zaraza żydowsko-masońsko-esbecka znalazła przytulisko.
A tu osobnik ten, w miarę inteligentny, w świecie bywały, bez protestu daje się wepchnąć pod sutannę i jeszcze cieszy się z tego. Dla mnie jest to coś w rodzaju schizofrenii. Być może zdaje sobie sprawę, że ta całą religijna szopka tylko pic obliczony na zyskanie wyborców i nic więcej, więc staje się wspólnikiem tego oszustwa. Że jest to cena za dorwanie się do władzy i nadzieja, że z tego koryta które zagarnął PIS jemu też coś skapnie. Chwalebne raczej to nie jest.
Może jest to człowiek na siłę szukający przyczyn swoich niepowodzeń życiowych, wykluczając z góry tę możliwość, że sam jest ich przyczyną. a tu podtyka mu się gotowca. Według PIS-u winni jego klęsk życiowych i jemu podobnych są komuniści, tajni współpracownicy SB, gorszy sort, partyjne mafie, wojskowe służby informacyjne, żydzi, masoni, cykliści i cholera wie kto jeszcze. Tylko nie on. I to mu pasuje, bo czuje się rozgrzeszony.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)