szymonn szymonn
101
BLOG

Fakty i fiction

szymonn szymonn Polityka Obserwuj notkę 2

Dobrze. Chcę przeprosić Szanownych Czytelników, za tak lekkie potraktowanie tematu Enei.
Na potrzeby osób, które lubią czytać i wiedzieć więcej - mały skrót medialnych publikacji.
Zacznijmy od czasów PiS, kiedy wszystko się zaczęło - zgodnie z artykułem w szczecińskiej GW z dnia 24 lipca 2006 pt. "Kto obsadził stanowiska w Enei?" - "dyrektorem szczecińskiej Enei został człowiek, który głównemu oskarżonemu w aferze paliwowej sprzedał państwowe hotele i zajazdy po - według prokuratury - zaniżonej cenie". W spółce w charakterze doradcy zarządu pojawił się również człowiek, który wg GW - był niegdyś szefem szczecińskiej Enei z SLD-owskiego rozdania. Ten były prominentny działacz SLD i wiceprezydent Szczecina sądzony wówczas za działanie na szkodę miasta został szybko wykryty przez dziennikarzy Gazety. Według ustaleń i wywiadu - odpowiedzialny za te decyzje był Marek Hermach - wiceprezes Enei, rekomendowany przez działaczy "Solidarności".
Jeśli chodzi o Hermacha - GW podawała, że wskutek zarzutów o forowanie jednego z dwóch konkurentów do atrakcyjnej działki w centrum Szczecina został zwolniony ze stanowiska szefa szczecińskiej delegatury Ministerstwa Skarbu Państwa.

Dzięki akcji mediów, obaj panowie rekomendowani podobno przez Hermacha zostali zawieszeni.
Losu tego nie podzielił sam Marek Hermach - jak wynika z odpowiedzi spółki Enea na zarzuty.

Znamienny był komentarz Sławomira Nitrasa, posła PO ze Szczecina do sytuacji - "to jeszcze jeden przykład na to, że PiS nie potrafi rządzić i że nasz wniosek o odwołanie ministra Jasińskiego jest jak najbardziej słuszny".

Nadszedł pamiętny 2007 rok i na stanowisko prezesa Enei został powołany Paweł Mortas - dotychczas prees TBS-u kojarzony z Lechem Kaczyńskim. Hermach nadal był wiceprezesem.

Po dojściu do władzy PO Mortas, jako jeden z nielicznych uchował się od czystki, która objęła prędzej czy później wszystkie spółki skarbu państwa.

Hermach nadal był w zarządzie spółki.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
I tu zaczyna się political fiction - opowieść, w której wszyscy bohaterzy są fikcyjni, a jakakolwiek zbieżność nazwisk i osób jest przypadkowa.

Otóż do Mordasa, Prezesa Ennei przychodzi wiceprezes Chermah i zagaja:
- Jak tam twoje plany na przyszłość? Masz zamiar tu jeszcze porządzić?
Mordas poczuł się dotknięty i to w najbardziej czułym punkcie:
- A co, a co? Wiesz coś? Szykują się zmiany?
Chermah poczuł, że czas pokazać karty:
- Stary, no tego - mam sporo kontaktów w ministerstwie. Pamiętaj, że byłem dyrektorem Delegatury. A dwaj wiceministrowie - Rzuk i Gawlicki to moi serdeczni kumple. Myślę że....mogę załatwić, że cię nie wywalą.

Mordas poczuł się dużo lepiej - po raz pierwszy od wielu tygodni. Od razu jednak zaczął szukać haczyka - w końcu w tej grze o państwowe stołki miał pewne doświadczenie.
- mój dobry wiceprezesie, jakie są twoje warunki? Chcesz zostać głównym w naszej spółce? Ustąpię ci - mogę zostać wice i spokojnie kosić kasę.


Chermah uśmiechnął się szeroko, aż błysk nieco żółtych zębów przygasił jego paskudne spojrzenie.
- Chłopie, po co mi problemy? Pamiętasz artykuł w Wiewiórczej? Znowu zaczną mnie ścigać, a wiesz jak było z tymi prywatyzacjami za AVS-u. W końcu coś na mnie znajdą. Nie ma się co pchać na świecznik.

Mordas cierpliwie czekał na propozycję.
Chermah w końcu się zdecydował:
- Wiesz stary, to jest proste. Kojarzysz rzecznika w ministerstwie? Niejaki Dziemba. On ma firemkę - zdaje się Belliard czy jakoś tak. Oczywiście formalnie przepisał ją na swoją kochankę, więc wszystko gra. Trzeba by mu dać zlecenia - a on będzie nas krył. Może się uda jakąś działkę złapać i dla nas?
Mordas chwilę się bił z myślami, ale perspektywa odejścia z dobrze płatnego stołka z etykietką człowieka PiZ-u nie bardzo mu się uśmiechała. Wiedział, że wszyscy go będą uważać za uczciwego nieudacznika. Pal licho, że nieudacznik - ale uczciwość na wysokich stanowiskach nie popłaca.
Jako prezes z doświadczeniem umiał szybko się decydować:
- dobrze, zgadzam się.
I tak rozpoczęła się era ciekawych zleceń w życiu Mordasa - miał dobrych prawników, poza tym Chermah go uspokajał mówiąc, że w tej branży wszyscy tak robią. Poczuł jednak po jakimś czasie, że nadszedł czas na zabezpieczenie także i swojej przyszłości.

Odszukał w swojej prywatnej komórce dawno nieużywany numer:
- Hirek? Hirek Dębowski? No cześć stary, jak tam Ci się wiedzie? Od kiedy nie jesteś już wiceministrem, to pewnie cienko?
Hirek westchnął po drugiej stronie aparatu:
- faktycznie stary, nienajlepiej. Mam do ciebie prośbę, w sumie to propozycję biznesu, ale nie na telefon. Spotkajmy się.

Jakiś czas później...
Mordas usiadł w opustoszałym ogródku naprzeciwko Hirka.
- Jak tam pomysł na biznes?
Hirek jak zwykle walił prosto z mostu i bez zastanowienia:
- no ja tutaj z kolegą chcemy troche dorobić, w końcu się należy, za te lata pracy.

Zapomniał biedaczek, że ministrem był parę miesięcy - ale przecież pamięć przedsiębiorczych ludzi bywa zawodna.
Mordas poczuł, że oto pojawia się szansa - może będzie mógł pozostać prezesem na kolejną kadencję parlamentarną.
- ok, przyjmuję propozycję - nawet nie muszę słuchać szczegółów o tym dorabianiu. Załatwię wam parę zleceń, a wy gdyby wygrał PiZ załatwicie mi pozostanie w spółce.
Hirek poczuł się nieswojo, ale nic po sobie nie pokazał. Od dawna już nie był ulubieńcem szefów PiZ-u, praktycznie od kiedy groził po pijaku zwolnieniem jakiejś biednej dziewczynie w jednej z większych spółek skarbu państwa.
- Dobra stary, możesz na mnie liczyć - wstawię się u szefów za Tobą jak będzie potrzeba. A jak byś chciał, to i jakąś działkę odpalę.

Mordas chciał być jeszcze chwilę tajemniczy, ale śmiech go zdradzał:
- zastanowię się jeszcze z tą działką.

Jakiś czas później minister Grat wzywa swojego rzecznika:
- Dziemba, słyszałem, że o was piszą w gazetach, że wasza spółka jakieś zlecenia dostaje od firm państwowych? Podobno nawet przez chwilę to było w Wyproście?
- Szefie, no przecież uważam - bezpośrednio nic nie bierzemy, a ja oficjalnie w papierach spółki nie figuruję.

Grat był zdecydowany jednak nie słuchać wynurzeń Dziemby:
- Koniec tych bajek. Nie potrzeba nam drugiej afery Midziaka. Dobrze, że załatwiłeś wstrzymanie publikacji o twojej firmie, ale długo tak się nie da.
Musisz zrezygnować. Słyszałem też, że ten Mordas, którego tak bronisz załatwia zlecenia dla chłopców z PiZ-u. Jeśli to się potwierdzi, to lecisz. Nie możemy dopuścić, żeby w PiZ-ie wyrósł drugi Palipies.

Zamyślił się przez chwilę:

- Chociaż oni i tak nie wezmą tej kasy. Za bardzo krzyczą o uczciwości.


Dziemba poczuł, że nadchodzi jego koniec. Przynajmniej w ministerstwie.
- Szefie, to chociaż niech szef pozwoli parę zleceń jeszcze dla Belliarda załatwić. Trzeba z czegoś żyć?
Grat bywał łaskawy:
- Pomyślę Dziemba. A teraz idź napisać swoją rezygnację. Aha, masz załatwić, żeby afera z Enneą poszła na konto PiZ-u.
Dziemba uśmiechnął się po raz pierwszy tego dnia:
- Się zrobi szefie, od czego się robi w PRze.

Grat wybrał numer w swojej ministerialnej komórce:
- Witam, no to odwołujemy chłopców z Ennei. Porządzili półtorej roku za naszej kadencji i starczy. Wiecie, że nas teraz media atakują, musimy pokazać, że nie akceptujemy takich działań. Odwołać i koniec.

Dziemba ruszył w stronę drzwi
- Noo Dziemba, pozdrówcie narzeczoną. Teraz będziecie mogli się pobrać, bez obawy że was pismacy zjedzą.

W swoim gabinecie - Dziemba segregował papiery. Wtem pewna myśl przyszła mu do głowy. Szybko wybrał numer w swojej jeszcze służbowej komórce:
- No cześć Hajdoś. Co słychać u ciebie i twojej byłej szefowej?
Jego serdeczny kolega Hajdoś zdradził Partię Obywatelską dla PiZ-u razem ze swoją szefową - byłą już minister finansów. Od tego czasu dziennikarze go atakowali - a to zarzucając, że w ramach kampanii Partii Obywatelskiej wyciągał partyjną kasę za pośrednictwem tzw. słupów, a to czynili inne równie bzdurne zarzuty.
Aktualnie Hajdoś klepał biedę, jak wszyscy, co przeszli na stronę PiZ-u. Dziemba postanowił to wykorzystać.
- Wiesz stary, moze wejdziesz jako udziałowiec do mojej spółki? Na pewno przyda ci sie trochę kasy.
Hajdoś był nie w ciemię bity:
- Ok, rozumiem, że mam cię kryć, jak PiZ dojdzie do władzy?
Dziemba postanowił, że powie o tym przez telefon. W końcu na czele służb stał Bondarko, gość, który dzięki wykorzystaniu swoich możliwości w telekomach załatwił praktycznie wygraną dla Partii Obywatelskiej. Nikt tak jak on nie umiał za czasów PiZ-u nastraszyć dziennikarzy podsłuchem - wystarczało zazwyczaj odtworzyć nagranie wcześniejszej rozmowy takiego pismaka i ten już zaczynał krzyczeć w mediach o metodach policyjnych PiZ-u.
- Stary, czytasz w moich myślach. Z tego co wiem, to i w Partii nadal masz dobre wejścia. W końcu jedno twoje zeznanie i paru gości z Partii pójdzie siedzieć.
Hajdoś był ostrożny:
- Nie wiem stary o czym mówisz. Ale jakąś pomoc się załatwi w miarę potrzeby.
Dziemba odetchnął.
- No to przygotuję papiery i wchodzisz do spółki. Zacznij myśleć o zleceniach, bo nam skarb państwa może figę pokazać. Trzeba nowych dojść.
Hajdoś postanowił przytaknąć:
- Ok, jutro spotkajmy się w restauracji koło ministerstwa i podpiszę co tam trzeba.

Dziemba odetchnął z ulgą. Nie było tak źle. W końcu nie pierwszy raz przydarzał mu się kryzys.

szymonn
O mnie szymonn

Protestuję przeciwko cenzurze na Salon24.Pozdrawiam uprzejmie wszystkich, dla których wolność słowa ma jakąś wartość, a zdrowy rozsądek jest cenny :-D.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka