Tam gdzie decydują wyniki badań statystycznych, tak jak w ustroju ludowym, bardzo łatwo stworzyć układ z jawnymi, a częściej nawet niejawnymi beneficjentami. To prawdziwi władcy. Parlament jest właściwie tylko pewną platformą, na której dochodzi do konfrontacji, porozumień, czasami walki między grupami beneficjentów. Najgorsze jest to, że ludzie w swojej masie, czyli tzw. wyborcy, uważają się, w całej tej sytuacji, nadal za decydentów mocno wpływających na losy państwa. A prawdzie trudno przebić się przez zabezpieczenia układu. W utrzymywaniu władzy, poszerzaniu wpływów grup beneficjentów czy też stwarzania wrażenia istnienia najlepszego z możliwych ustrojów najskuteczniejszą bronią ,,ludowych władców" są media masowe, legendarni ,,pożyteczni idioci", a przede wszystkim ludzie z ,,ciemnej strony mocy". To może teraz aktualna egzemplifikacja.
Od dłuższego czasu słyszymy o propozycji ustawy o parytetach płciowych w wyborach do parlamentu. W skrócie kazda partia powinna zapewnić równy podział zdobytych mandatów między kobiety i mężczyzn. Zróbmy skromny, myślowy eksperyment. Partia Jakaśtaka zdobywa 100 mandatów. Startujący z jej ramienia w Jakimśtam okręgu Józef M. uzyskuje 5000 głosów, a sąsiadka z listy Agata N. 1500. Na swoje nieszczęście Józef M. byłby 51-ym mężczyzną swojej partii w parlamencie, a Agata N. 49-tą kobietą.
Czy ten mechanizm czegoś znanego nie przypomina? Tak, to ten sam sposób regulowania ludowego ustroju jak w przypadku progów wyborczych. Po prostu nie wygrywa plebiscytu ten, który uzyskał więcej głosów, a ten któremu się należy. Stąd prosty wniosek, że w przypadku zastosowania parytetów jeszcze więcej głosów będzie marnowanych; ze względu na progi wyborcze w ten sposób unieważnia się nawet około 10% oddanych głosów. Czy zatem parytety płciowe to poszerzenie wpływu ludu na władzę czy kolejne jej ograniczenie?
Ciekawe argumenty padają w mediach massowych. Zwolennicy parytetu mówią o mądrości kobiet i o ich niedoreprezentowaniu w sejmie. Z powyższego eksperymentu myslowego wynika jednak, że kryterium mądrości w żaden sposób nie jest uwzględniane w propozycji ustawy. Kto oceni czy mądrzejsza jest Agata N. czy Jóżef M.? I jaki to ma wpływ na to, które z nich dostanie się do parlamentu? Zwolennicy ludowładztwa wieżą w mądrość głosującego społeczeństwa czego wynikiem ma być podobno wybranie konkretnego kandydata. Jeśli tak jest to powyższy ,,myslowy eksperyment" temu zaprzecza - lud ,,mądrze głosował" ale parytet jest ,,mądrzejszy". Znowu bliska analogia z progami wyborczymi.
Drugim nagłaśnianym argumentem jest równość. To wielce interesujące podejście? Załózmy, że w nabliższych wyborach wystartuje partia ,,Męskich Szowinistycznych Świń" (MSŚ) podobnie jak niedawno Partia Kobiet. Rozumieć należy, że w objęciach ustawy parytetowej MSŚ po zdobyciu 10 mandatów powinna zapewnić połowę z nich kobietom. Konsekwentnie należałoby przyjąć, że partia programowo zrzeszająca tylko mężczyzn nie może istnieć w ustroju definiowanym parytetem płciowym. Byłyby zatem poglądy równe i równiejsze; niektóre mogłyby dostać się na platformę parlamentu o inne, z definicji, nie mają szans. Czy jest to ograniczenie czy rozszerzenie ludowładztwa?
To jedynie pierwsze z brzegu argumenty nagłaśniane masmedialnie w ostatnich tygodniach. Promują je... no własnie kto? Śmiem twierdzić, że wcale nie ci którzy na tym najwięcej zyskują, a jedynie, w wiekszości, owi ,,pożyteczni i...", wierzący w bożka demokracji i w swoją misję wyrównywania szans. Niestety dla nas ma to praktyczne przełożenie w otaczającej nas rzeczywistości. To właśnie owa inżynieria dusz w działaniu. Mniej ważnym staje się kto się nią posługuje: beneficjent ustroju czy ,,pożyteczny idiota". Ważne, że ,,nowy, wspaniały świat" znowu będzie o krok bliżej... dla naszego dobra, rzecz jasna. Ale o ,,ciemnej stronie mocy" będzie już inna historia...


Komentarze
Pokaż komentarze