Który to już raz ludzie, wybrani ludowym aktem do ,,rządzenia” Polską działają w przeciwną stronę do wcześniej deklarowanej? I żeby być konkretnym to mam na myśli Pana Tuska i jego środowisko, którzy na sztandarach niosą slogany wolności gospodarczej, a kiedy mają na nią bezpośredni wpływ - teraz rząd, prezydent, większość w sejmie – to robią coś wręcz przeciwnego.
Nowa regulacja ,,bezinteresownych urzędników” to podwyższenie podatku od wartości dodanej, czyli VAT. Co do antywolnościowego charakteru tego posunięcia chyba nikogo tutaj nie trzeba przekonywać. Zwraca jednak uwagę, po raz kolejny, sposób ,,myślenia”, który temu towarzyszy, upubliczniany przez polityków i komentatorów.
To mała podwyżka, bo o 1 punkt procentowy.
Pieniądze ściągane pod przymusem w formie VAT stanowią główne źródło wpływu do worka, zwanego budżetem państwa – jakieś siedemdziesiąt kilka procent całości. Z tego prosty wniosek, że z rynku będzie znikać więcej pieniędzy niż poprzednio (konsekwentnie o około 1/20*70%*budżet państwa więcej). Do tej pory ta część pieniędzy była przekazywana ,,z ręki do ręki” na rynku, a od teraz urzędnik odbierze je pierwszemu, by przekazać drugiemu. Oczywiście jak zwykle zrobi to ,,bezinteresownie” i na cel, który jest jeszcze przez innych wymyślony, np. obiecane podwyżki dla nauczycieli. Te pieniądze pojawią się na rynku, ale wydawane przez innych i na coś innego. Dla ,,naszego dobra”, rzecz jasna. Wolność?
Ceny wzrosną.
Trudno z tym się nie zgodzić; nazywany jest on czasem podatkiem konsumenckim. Z drugiej jednak strony w kapitalizmie decydują klienci, a ceny są umowne. Sprzedawca chleba, jeśli uzna, że podwyższając cenę straci klientów po prostu tego nie powinien robić. Z drugiej strony jeśli słyszy w masmediach propagandę: ,,ceny wzrosną” i nawet stosowne wyliczenia, to po prostu z tego skorzysta; nikogo przecież w sklepie to nie zdziwi. Oczywiście jest to krótkoterminowy zysk przedsiębiorcy, ale jest... A komu na tym zależy? Bezinteresownym, generalnie, bo im wyższe ceny tym większy ,,dochód” z VAT. Akurat łatwiej się go ściąga dzięki obowiązkowi, jakże by inaczej, rozliczania przez kasy fiskalne. Dla naszego dobra, rzecz jasna. Kapitalizm?
Podwyżki ratują budżet państwa.
Ratują w krótkim czasie. Kiedy konsumenci odczują, że zaczyna im starczać na mniej będą szukać tańszych alternatyw. Zapewne jak zwykle coraz częściej omijając przymusowe kasy – tak poszerzy się tzw. strefa nieopodatkowana, nazywana szarą. W konsekwencji urzędnicy przestaną odczuwać dobrodziejstwo ,,jednopunktowej” podwyżki. I co wtedy zrobią? Tak, tak... sięgną głębiej do Twojej vatoskiej kieszeni albo do pitoskiej, albo do citoskiej lub zusoskiej. Dla Twojego, konsumencie, dobra, rzecz jasna. Socjalizm.
Komentowane powyżej ,,frazesy fiskalne” sączą się z mediów i to głosami tych, którzy jak zwykle nazwą siebie liberałami i zwolennikami wolności gospodarczej. Jakoś cicho w tym czasie o deregulacji i ograniczaniu państwa do podstawowych jego funkcji. A wydatki urzędnicze, nazywane budżetowymi, ,,rosną, rosną rosną” i stanowią już prawie 50% PKB w wystandaryzowanych przez UE obliczeniach. Dla naszego dobra, rzecz jasna. Bezinteresownie.
P.S. Inspiracje
Zainteresowanych tym na jakie cele bezinteresowni urzędnicy wydają pieniądze zapraszam do lektury ,,budżetów” na stronie Ministerstwa Finansów.


Komentarze
Pokaż komentarze