Ostatnia próba, raczej taka na niby, ograniczenia subwencji dla partii politycznych wywołała dyskusję, podgrzewana w mediach masowych, o całym problemie dotacji. Ile trwała? Dwa dni? To jeszcze bardziej utwierdza, że była to raczej gra pozorów.
Co ciekawe nawet część wydawałoby się racjonalnych komentatorów krytykowała zasadę niefinansowaniapartii politycznych z podatku odbieranego wszystkim obywatelom.
W dyskusjach usłyszałem, między innymi, że tak jest w innych, dojrzałych demokratycznie krajach. Dziwaczny argument, bo mówią go Polacy, mieszkający tutaj, wcale nie używający języka niemieckiego ani nie w większości ateiści/agnostycy. Widać zatem, że porównawczą dojrzałość systemu, cokolwiek to znaczy, oceniają ,,autorytety” w oparciu o wybrane przez siebie parametry, które akurat dziś im pasują. Zdecydowanie jest to argument pozorny dla mass mediów... dla aspirującej do salonów gawiedzi, którą dla używających go są ,,wyborcy”.
Twardszym argumentem za dofinansowaniem ma być również porównanie ale tym razem z sytuacją potencjalną czyli z ,,gdyby go nie było”. I najczęściej wtedy mówiono, że Polską rządziliby Miro, Rycho, Zdzicho et consortes. Co jednak interesujące to fakt, że przywoływane ,,odkryte” próby korupcji zdarzyły się w okresie działania ustawy o dofinansowywaniu partii, i to w dodatku w szeregach tej, która z budżetu bierze najwięcej. Więc jak to jest? Myślę, że jak wszędzie – zawsze więcej niż teraz jest lepsze. Czyli jest związek między dofinansowywaniem partii a brakiem korupcji czy go nie ma? Chyba głównie taki, że mając dziennie do dyspozycji ok.100 000 pln do wydania, poza dietami i kasą na biura, o korupcji na małą skalę raczej juz nie mówimy. Raczej ,,więksi gracze" spróbują niż mniejsi i to dla tych pierwszych jest wyższe prawdopodobieństwo ,,sukcesu".
No i jeszcze taka próba ochrony dofinansowywania: zapewnienie stabilności systemu politycznego w Polsce. Dotacje dostają te partie, które przekroczą odpowiedni próg procentowy w wyborach. Pytanie co dzieje się z finansami ugrupowań, które 3% nie uzyskały? Pytanie kontynuacyjne: które z partii łatwiej ,,zareklamują” się wyborcom przed następnymi wyborami – subwencjonowane czy te niedofinansowywane? Oczywiście to pytania retoryczne! Ciekawe jak beneficjenci tego rozwiązania, w kolejności: PO, PiS, SLD, PSL tłumaczą innym, ale też chyba sobie, że to lud rządzi w tym systemie, zgodnie z banałami serwowanymi massmedialnie?
A efekt? W wyborach nie uczestnicy ok 40% ludzi uprawnionych. Nie znamy przyczyn możemy się jedynie domyślać. Co więcej ok. 10% głosów zostaje unieważnionych ,,dzięki” progom ,,chroniącym stabilność” (he,he). Ta armia niereprezentowanych ludzi, ok.15 mln, płaci podatek. I co w zamian proponują jawni beneficjenci ustroju, czyli parlamentarzyści? Opłacajcie partie, które są w sejmie i senacie, pieniędzmi, które wam odbieramy pod przymusem, a jak chcecie mieć wpływ to proszę, załóżcie swoją i pokażcie co potraficie – mówią ,,łaskawcy”. Innymi słowy najpierw trzeba płacić niechcianym partiom istniejącycm, by samemu spróbować stanąć z nimi do gry, oczywiście bez jakiegokolwiek pomocy, subwencjonowania i dysponując kwotami mniejszymi o ,,partyjny podatek". Jak nazwać taki system?
A tu znów zapraszane przy takich okazjach do mediów massowych ,,autorytety”, żyjące przecież najczęściej na koszt podatnika i zależne od łaskawości rządzących, pohukują, że o demokrację, najlepszy system jaki wymyślił człowiek, synonim wolności wręcz (he,he), należy walczyć. O boscy.


Komentarze
Pokaż komentarze