Innymi słowy: kilkaset tysięcy kobiet i mężczyzn maszyny urzędniczej pracuje dzień w dzień ściągając podatki od legalnie ,,dodających wartość" obywateli, kilkanastu milionów, by potem umożliwić różne ,,na dużą skalę" deale politbiznesmanom. Zawsze jakiś milionik ,,się dorobi". Nie byłoby to takie złe gdyby ,,państwo" zamawiało ważne dla nas ,,usługi" związane z jego podstawowymi funkcjami: obronnością, bezpieczeństwem własności i życia i ...coś jeszcze? Wystarczy jednak zajrzeć do któregoś z budżetów, by przekonać się jak niewielką część z owych 50% pkb stanowią ,,wydatki podstawowe". Przykład z ostatnich lat to nawet,,nadzwyczajny" podatek w postaci opłat za przymusową wymianę praw jazdy czy, obecnie, dowodów osobistych. Kto traci? Kto zyskuje?
W opisanym ,,stanie" swoboda wymiany wolnorynkowej dotyczy urzędnika i politbiznesmana. Niestety pozostali pod przymusem muszą na to zapracować. Czyli co? Nie jest to chyba ok, nie zaspokaja np. mojej potrzeby wolności, równości wobec prawa czy sprawiedliwośći.
By jednak to zmienić należy ograniczyć funkcje państwa do spraw podstawowych, a więc deregulować, jak to się ładnie mówi. A, na przykład, powoływanie nowych urzędniczych stanowisk do ,,kontroli" to chyba jednak krok w drugą stronę.


Komentarze
Pokaż komentarze