No i jak dla każdego badacza wrażenie to jest punktem wyjścia do rozważań o narzędziu, tak charakterystycznym dla ludowego ustroju.
Pierwsza konstatacja. W tym roku przed wyborami otrzymujemy prawie jeden sondaż dziennie, a czasami dwa lub więcej. Jest to o tyle zaskakujące, że dwa lata temu ośrodki ,,badań” poniosły, jako całość, straszliwą porażkę w kontakcie z wyborczą realnością. Widocznie ta potrzeba sondowania jest bardzo podstawową.
Jak powstaje wynik sondażu? Ktoś jest zamawiającym i w zamian za niego daje coś - pieniądze lub inne dobra wartościowe dla firmy ,,badawczej". Ostatnio zdarza się to z dnia na dzień. Te szybkie podejścia owocują między innymi wykonywaniem ,,badania” na grupach mniejszych od tysiąca osób, nazywanych nadal ,,reprezentatywnymi”. Co ciekawe, kiedyś, gdy sondaże powstawały rzadziej ,,reprezentatywne grupy” były dwukrotnie większe. A niepewności statystyczne są podobne? To co się zmieniło? Jedyne wytłumaczenie to zmiana w populacji; jest bardziej dziś przewidywalna pod kątem wyborów. Czy to jest prawda? Hm, śmiem wątpić. Bo dwa dni później ta sama firma otrzymuje inne wyniki przy kolejnym zamówieniu. Czy ta szybka zmienność preferencji wyborczych grupy kilkusetosobowej świadczy o jej reprezentatywności czy nie?
Wynik sondażu. Najlepiej zrobić to na jakimś przykładzie. Badanie firmy ,,Pentor” dla ,,Wprost” z 6 października. Spójrzmy na czołówkę: PiS 41%, PO 32%. Aby porównać wyniki powinniśmy jeszcze znać liczbę przebadanych – 800 osób i niepewność statystyczną. Nie znamy szczegółów metody jako jedynie odbiorcy, ale można przyjąć, że owa niepewność to 3,5 %. Co zatem taki wynik m.in. mówi:
- ok.328 osób wybrałoby PiS, a PO ok. 256-ciu z ośmiuset zagadniętych,
- oparta o ten sondaż różnica w wynikach wyborczych obu partii wynosiłaby w skrajnych przypadkach: 16% lub 2% , bez wyróżnienia którejkolwiek możliwości.
To ci dopiero precyzja. Jeszcze śmieszniej jest z wynikiem mniejszym, na przykład PSL 4% i LPR 3%. Zachodzą wszystkie możliwości porównawcze: PSL ma więcej od LPR, choćby o 7,5%, lub LPR ma więcej od PSL o 6%.
Ciekawe jak słupki ,,Pentora” będą wyglądać kolejnym razem?
Element ludzki. Większość sondaży zamawiana jest przez konkretne podmioty. Ostatnio najczęściej przez różne massmedia. Naprawdę trzeba się bardzo wysilać, by nie zauważać ,,do której opcji” politycznej dany ,,organ” ma najbliżej. Tu jest pierwsza możliwość wpływu na wynik.
Firma badawcza też ma swoje cele. Zatem jej główny zarządzający lub właściciel mogą dostosować wynik do swoich potrzeb. W strukturze firmy można z tym problemem schodzić głębiej i głębiej... aż do ankieterów (kilkunastu?), którzy mogą też wpłynąć na zapisywane dane.
Nie twierdzę, że takie próby są podejmowane, ale że takie możliwości, i to niezbyt wysublimowane, istnieją to jest fakt.
Z powyższej impresji przechodzącej w namysł wynikałoby, że przyjmowanie wyników sondaży jako czegoś wiarygodnego, a tym bardziej jako argumentu politycznego w tym ustroju jest co najmniej pochopne i średnio racjonalne. Skąd zatem bierze się tak duże przywiązanie, zwłaszcza w tej kampanii, do ,,firm badawczych”? Hm, można jedynie domniemywać na poszlakach się opierając. Spróbujmy.
Czym wydają się sondaże? To silne narzędzie propagandy partii. Jak już wspomniałem niezmiernie łatwo wskazać ugrupowanie, któremu sprzyja konkretne medium massowe. Jeżeli stacja telewizyjna czy gazeta zamawia sondaż to komu w nim ,,kibicuje”?
Najważniejsze jednak to wpływ jaki wywierają ,,badania” na potencjalnych wyborców. Otóż jeśli przeciętny człowiek, czyli nie interesujący się polityką, dzień w dzień będzie słyszał, że walka o mandaty rozegra się miedzy trzema głównymi partiami i w dodatku będzie widział słupki (takie naukowe) to z jakiego ,,zbioru” będzie wybierał np. 21 października przy urnie? To przecież znana od dawna metoda propagandy tak subtelnie ujęta przez jej ministra w rządzie III Rzeszy: ,,coś powtórzone 100 razy staje się prawdą”. Tak właśnie wpływa się na masy. Warunkiem koniecznym jak się wydaje jest tu posiadanie przychylnego medium docierającego do ,,ludu” w dużej skali.
Przykład wpływu czyli prognozy Pana MarkaD. To w co od jakiegoś czasu bawimy się w ,,Salonie” czyli w prognozę wyniku wyborów prowadzoną przez MarkaD to bardzo dobra egzemplifikacja wpływu jaki mają mass medialne sondaże na końcowy efekt. Otóż zadajemy sobie w nim pytanie: kto wygra, a nie na kogo zagłosujemy? I co widać? Z czasem już nie ma zbyt drastycznych różnic między ,,tutejszymi prognozami” a sondażami innych mediów. Czym zatem kierują się typujący? Przecież nawet do 10-ciu reprezentatywnych (?) nie dzwonią. W ciekawą sytuację popadł sam Szanowny Pomysłodawca, który nie uwzględnia już typowań, które przewyższają jakąś krotność przyjętej niepewności statystycznej. Dlaczego właściwie? Bo wie jak mniej więcej powinno być. Tylko skąd o tym wie? Ciekawe prawda?
Na zakończenie. Jeżeli ktoś bagatelizuje rolę mass mediów w tym ustroju, podobno najlepszym, to zachęcam do śledzenia sondaży i ich porównywanie. Jeśli ktoś uważa, że większość głosujących kieruje się swoimi poglądami i nie ulega ukierunkowanej presji ,,otoczenia” to musi uzasadnić choćby szybką zmienność w wynikach sondaży. Jeżeli ktoś przywiązuje wagę do tak ,,skrupulatnych” badań to winien wyjaśnić dlaczego w jednym dniu mamy różne wyniki i to na reprezentatywnych grupach.
Może dożyjemy tańszego państwa gdy ostatni sondaż w kampanii będzie jednocześnie wynikiem wyborów – jakakolwiek grupa obywateli będzie i tak reprezentatywna dla pozostałych. Ustrój sondażowy, szczytowe osiągnięcie rządów ludu, np. w systemie trójpartyjnym. Cudo.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)