Jak wielokrotnie zauważano, nawet w Salonie, wysokość płaconego podatku nie jest li tylko następstwem wysokości procentu od przychodu, ale i innych składowych, tj. wolna kwota, o podatkach pośrednich, czyli od wartości dodanej (VAT) nie wspominając. Na przykład co to za obniżenie podatku skoro proponuje się zmniejszenie drenażu lewej kieszeni, a jednocześnie zwiększenie takowego z drugiej - wyszło mi tak w propozycji PO sprzed dwóch lat 3x15% bez ulg: moje realne ovatowanie bowiem było wówczas na poziomie ok.11%. Wiedząc, że VAT stanowi prawie 80% masy pieniędzy ściąganych przez urzędników w podatkach musiałem sobie odpowiedzieć na pytanie: czy to była próba obniżki czy też podwyżki podatku?
Traktowanie tzw. liniowości w poborze podatku jako wartości samej w sobie jest nieracjonalne, co najmniej. Mówiąc o tym, że jakaś propozycja to obniżenie podatku trzeba znać jej szczegóły. Na przykład: który system, załóżmy, że, dla prostoty, pomijamy inne formy podatku (VAT, akcyza) i ulgi , to mniejszy ,,haracz" urzędniczy
- liniowy 15%,
czy
- z 20 progami (progresywny) między 1 a 10%?
Co jest bardziej sprawiedliwe? Obie formy ściągania podatku, tzw.liniowa i tzw.progresywna, są proporcjonalne do zdobywanego majątku. Tak czy siak człowiek wykazujący dochód wyższy płaci kwotowo więcej za tę samą usługę od państwa. A nie widać różnicy w jakości usług między ,,zarabiającym" 2500 zł a tym, który uzyskuje 3000 zł, na przykład.
Tak naprawdę obniżyć podatki można jedynie ograniczając rozbuchane funkcje państwa. Ochrona wolności, własności... coś jeszcze? Finansowanie partii politycznych, podwyżki dla budżetowych pielęgniarek czy dopłaty do rolnictwa (podatek UEuropy) jakoś do tego nie pasują, na przykład. Forma poboru to kwestia techniczna, raczej drugorzędna. Oczywiście najbardziej sprawiedliwym, jeśli mamy być równi wobec prawa, jest podatek kwotowy, pogłówny innymi słowy.
Jako między innymi wolnościowiec przyjmę jednak z radością każde obniżenie podatku.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)